

Dziś będzie krótko, zwięźle i na temat. Krótko – bo jest późno i niespecjalnie chce mi się pisać długie eseje. Zwięźle – bo będę zahaczał o temat, który już podjąłem i nie chcę być posądzony o bezsensowną grafomanię (czy też, używając nieco języka społeczeństwa informacyjnego, e-grafomanię). Na temat – bo nie będę mówił o pogodzie w Hongkongu, ale o tym, co działo się w rodzimej siatkówce. A działo się całkiem sporo…
Inspiracją (trudne słowo) do napisania tego tekstu stał się w pewnym sensie rozstrzygnięty niedawno plebiscyt „Srebrne Usta”, organizowany od 1992 roku przez III Program Polskiego Radia. Bodźcem dodatkowym (łatwiejsze słowo) byli laureaci, a mówiąc ściślej to, co powiedzieli.
Bez zbędnego owijania w bawełnę (wszak miało być krótko) pora rozpocząć przegląd wirtuozów słowa mówionego mijającego roku. "Ja przede wszystkim wystąpię w obronie nocy, bo jest powiedzenie, że noc jest przyjaciółką kochanków i złodziei. Tak, że noc nie jest niczym złym. Zależy do czego jest użyta. I częściej noc ludzi łączy niż dzieli" – ta bardzo elegancka i zagmatwana wypowiedź wywindowała jej autora (postanowiłem, że będzie bez nazwisk, przynajmniej polityków) na III miejsce w konkursie.
Nie chce mi się analizować jej dogłębnie i rozkładać na czynniki pierwsze. Jak wspominałem, jest późno, moje powieki ważą z dwie tony i za chwilę zapewne będą domagały się dobrowolnego ich zamknięcia. Nie będę więc szukał argumentów na potwierdzenie tezy, że „noc jest przyjaciółką kochanków i złodziei”. Wiem natomiast, czyją przyjaciółką z pewnością nie jest. Nie będzie jej mile wspominał odwołany właśnie w nocy były prezes „publicznej” Bronisław Wildstein. Kilka nieprzespanych nocy może mieć za sobą Mariusz Wlazły, którego szkoleniowiec reprezentacji Raul Lozano postanowił nie powoływać do kadry przez cały 2007 rok.
W tym wypadku niewątpliwie zadziałały emocje, choć podtrzymuję zdanie, że 23-letni atakujący powinien załatwić sprawę swojego przemęczenia (czego nie neguję) w inny sposób niż poprzez media. Posiłkując się słowami innego laureata plebiscytu, żadne płacze, ani krzyki nie przekonają mnie do zmiany stanowiska i uznania, że czarne jest czarne, a białe jest białe.
Specjalistą od wykładania kawy na ławę (umówmy się – czarnego na białe) okazał się Marco Bonitta, który, zgodnie z większością zapowiedzi, wygrał wyścig do fotela trenera siatkarskiej reprezentacji kobiet. Wybór, moim skromnym zdaniem, bardzo dobry i rokujący duże nadzieje na przyszłość. Wszak Włoch to uznana marka na światowym rynku. Szkoleniowiec, który doprowadził swoje rodaczki do tytułu mistrzyń globu twierdzi, że wie, jak na nowo rozświetlić „złotka”. Czy słowa przeobrażą się w czyn? Pożyjemy – zobaczymy.
O zdobywcy „Srebrnych Ust” napiszę tu jakby najmniej. Z własnej wygody. Już gospodarz obiektu, w którym owy triumfator wypowiadał swą wspaniałą sentencję o Hongkongu (niektórzy sugerują, że o „Hąkongu”), stwierdził, że żarty powinny być krótkie. W związku z tym, że nie chcę silić się na żarty, powiem tylko tyle – ostatnie wydarzenia na rynku siatkarskim, medialnym czy nawet politycznym utwierdziły mnie w przekonaniu, że mowa niech pozostanie srebrem, a milczenie złotem…
Eryk Dominiczak