

Ma już prawie 120 lat i, mimo leciwego wieku i różnych opinii na swój temat, trzyma się całkiem nieźle, choć czasy świetności (przynajmniej w Polsce) ma chyba już za sobą. Choć najczęściej Święto Pracy uważane jest komunistyczny relikt, to zdopingowało mnie (legalnie) do tego, aby zakasać rękawy i napisać o tym, jak co niektórzy pracują na co dzień. Nawet po nieco powierzchownej analizie dochodzę do wniosku, że niektórym 1 maja (i pozostałe dni roku też) zbyt mocno kojarzą się z Prima Aprilis.
Najpierw będzie o przywiązaniu do kraju. Moje zdziwienie sięgnęło zenitu, gdy spacerując ostatnio jedną z głównych ulic Bydgoszczy zaczepił mnie sympatyczny jegomość i, oprócz pytania o usytuowanie punktu sprzedaży jednego z operatorów telefonii komórkowej, z błyskiem w oku zapytał: „Czy wy służycie ludowej ojczyźnie?”. Pierwsza moja reakcja przypomniała mi o tym, jakim żółtodziobem jest – popatrzyłem dookoła, czy obok mnie stoi ktoś jeszcze. Dopiero później przypomniałem sobie, że mój udział w czasach, kiedy obowiązywało „wy” jest nadzwyczaj iluzoryczny.
Starszy dżentelmen, którego miał okazję poznać kilka dni temu pomógł mi zmobilizować się i przyjrzeć, jak służymy ojczyźnie (już nie ludowej). Pod lupę wezmę tych, co zostali w kraju (bo przecież bezczelnością jest wyjazd z kraju po to, żeby otrzymywać godziwą płacę za uczciwą pracę). W dodatku będę na tyle wredny, że obsmaruje wszystkich dookoła, a siebie…chyba zostawię w spokoju.
Podziwiam ich. Naprawdę. Za ich zacięcie, determinację i wytrwałość w wymyślaniu coraz to nowych regulacji prawnych. Batalia o abonament za zaszczyt posiadania radia i telewizji w domu trwa od niepojętych czasów, a kolejne epokowe pomysły konsekwentnie kończyły się w fazie wstępnej. Dlatego wstrząsnął mną rewolucyjny pomysł na ściąganie od rzeszy delikwentów za możliwość oglądania naszych mediów publicznych-niepublicznych. Otóż abonament będą płacili wszyscy, którzy mają w domu inny luksus – mianowicie…prąd.
W poczuciu służby ojczyźnie (ja też dołożę cegiełkę do naszego rodzimego dobrobytu) postanowiłem pomóc naszym kochanym urzędnikom, żeby nie stworzyli kolejnego legislacyjnego bubla. Z teorii, na której opiera się przymus płacenia za korzystanie z telewizji tudzież radia wynika, że jedynym sposobem na uniknięcie tego faktu jest…odłączenie prądu.
Postanowiłem jednak zabezpieczyć nasz kraj przed rozbudową szarej strefy i proponuję jednocześnie kilka rozwiązań dodatkowych.
Pierwszym będzie odcięcie wody wszystkim, którzy odmówią płacenia abonamentu (zażądają odłączenia prądu). Pomysłowy Polak mógłby zbudować sobie w domu małą elektrownię wodną. Jednocześnie, w związku z rosnącą popularnością odnawialnych źródeł energii, należałoby zabić deskami wszystkie okna, aby nikomu nie przyszło do głowy robić przeciągów i w ten sposób napędzać elektrownię wiatrową. Z energią słoneczną można poradzić sobie kompleksowo z wiatrową. Gorzej, jeśli ktoś wpadnie na pomysł zbudowania małej elektrowni jądrowej. Pozostaje mieć nadzieję, że takich geniuszy będzie niewielu.
Konsekwencja – rzecz święta
Na fali radości, związanej z przyznaniem Polsce i Ukrainie praw do organizacji finałów piłkarskich mistrzostw Europy w 2012 roku, nasz rodzimy związek postanowił dać prezent dwóm klubom z ekstraklasy, które wcześniej (równie miłościwie) zdegradował (Arkę Gdynia o jedną klasę, Górnika Łęczna o dwie).
Ponownie w poczuciu oddania ojczyźnie i w trosce o dobro naszej rodzimej piłki/piłeczki (niepotrzebne skreślić) nożnej proponuję dać tym klubom możliwość zaistnienia w europejskich pucharach. Jeśli nie w Lidze Mistrzów (skąd te opory?), to chociaż w Pucharze UEFA albo, w najgorszym wypadku, w Pucharze Intertoto.
Na zbudowanie stadionów na Euro 2012 mamy jeszcze trochę czasu. Na szczęście. Obecnie mamy bardziej poważny problem – musimy zbudować (prowizoryczny) obiekt na trzy zespoły. Okazuje się bowiem, że Arka, która odpadła z krajowego pucharu po walkowerze z Wisłą Płock (wówczas była zawieszona w rozgrywkach), może brać udział w rozgrywkach, a wszystkie walkowery tracą na mocy.
Obiekt w Bełchatowie, na którym odbędzie się wielki finał Pucharu Polski, niestety wymogów nie spełnia (nie sposób znaleźć tam trzech bramek). Nawet szachy doczekały się możliwości gry w trzy osoby, piłka nożna – niestety nie.
Nudna ta siatkówka…i dobrze
I tylko rodzima siatkówka wydaje się ekstremalnie nudna. Żadnych objawów korupcji, skandali długoterminowych (poza wyolbrzymianymi scenami rzucania koszulek oraz ściągania spodni). Nikt nikogo nie pobił, nie został złapany na gorącym uczynku za wzięcie łapówki, nikogo nie zawieszono i wszystko jakby takie powszednie.
Jeden z moich dawnych nauczycieli mawiał, że myślenie ma przyszłość, ale niektórym szkodzi. Szkodzi zwłaszcza tym, którzy w pogoni za chęcią dokonania rewolucji, zapominają o zdrowym rozsądku. Niektórzy powinni powstrzymywać się przed obnażaniem swoich zasobów myślowych. Dla dobra ogółu.
Eryk Dominiczak