

Blisko trzy godziny trwało wtaczanie kropki nad „i” w czwartym meczu barażowym o pozostanie w Polskiej Lidze Siatkówki pomiędzy BKSCh Delectą Bydgoszcz a Gwardią Wrocław. Ostatecznie po pięciosetowym boju, przypominającym bardziej thriller psychologiczny niż mecz siatkarski, bydgoszczanie wygrali 3:2 i zachowali szanse na pozostanie w siatkarskiej elicie.
Po piątkowym meczu, w którym zawodnicy ze stolicy Dolnego Śląska postawili bydgoszczanom poprzeczkę niezwykle wysoko, wydawało się, że było to apogeum możliwości podopiecznych Macieja Jarosza. Sobotnia konfrontacja udowodniła, że młody zespół potrafił wykrzesać z siebie jeszcze więcej umiejętności, determinacji oraz ambicji. „Moi zawodnicy po trzecim meczu mogli się załamać i stwierdzić, że to już koniec. Wyszli jednak podwójnie zmotywowani i kilku z nich udowodniło, że warto na nich stawiać” – mówił po meczu trener Jarosz.
Gramy jak nigdy…
Początek spotkania nie zapowiadał olbrzymich emocji, których świadkami mieli być kibice, zgromadzeni w hali „Łuczniczka”. Gospodarze po dobrych atakach Krzysztofa Janczaka, Stanisława Pieczonki oraz błędzie w ataku Karola Sramka było już 13:9 i wydawało się, że bydgoszczanie spokojnie będą kontrolowali boiskowe wydarzenia. Za sprawą wspomnianego Sramka goście zaczęli odrabiać straty i wyrównali stan premierowej partii na 15:15.
Wówczas rozpoczął się krótki film pod tytułem „Ściana nie do przejścia” w wykonaniu siatkarzy Gwardii. Zawodnicy z Wrocławia w trzech kolejnych akcjach zatrzymali zawodników Delecty blokiem i wyszli na prowadzenie 18:15. Zaskoczeni takim obrotem sprawy miejscowi gracze musieli mozolnie odrabiać straty.
Niesieni dopingiem publiczności zdołali dogonić gwardzistów i do końca walczyli o zwycięstwo w secie otwarcia. Piłki setowe mieli jednak wyłącznie przyjezdni, którzy za trzecim razem zdołali powstrzymać Janczaka i wygrać tę część meczu 27:25.
Blok, blok, blok…
Dominującym elementem drugiego seta ponownie był blok, który funkcjonował w każdym istotnym momencie tej części rywalizacji. Pierwsi zaprezentowali się w tym elemencie gry wrocławianie, którzy dzięki temu wyszli na prowadzenie 2:1. Błędy zawodników z Dolnego Śląska sprawiły, że Delecta dwukrotnie prowadziła dwoma punktami (5:3 i 6:4). Dwa potrójne bloki pozwoliły wyrównać gościom stan seta na 7:7.
Znakomita seria Macieja Krupnika, który prezentował niesamowitą dyspozycję w polu zagrywki, wyprowadziła Gwardię na prowadzenie 20:18. „Z tak silną zagrywką miałby, moim zdaniem, problem nawet najlepszy zespół w Polsce” – podsumował poczynania rywali trener Wiesław Popik.
Samą zagrywką meczu się jednak nie wygra, co udowodniła końcówka tej odsłony spotkania. Ponownie w kulminacyjnym momencie walki o zwycięstwo w bydgoskiej drużynie znakomicie zafunkcjonował blok. Najpierw pozwolił odrobić dwupunktową stratę (od 20:22 do 22:22), a następnie przechylić szalę zwycięstwa na szalę Delecty – 26:24.
Trzeci set od początku toczył się pod dyktando gości, którzy mieli minimalną przewagę i przez całą partię byli o pół kroku przed zawodnikami z Bydgoszczy. W polu zagrywki ponownie dobrze spisywał się Krupnik, natomiast w ataku nie powstrzymania był Martin Sopko. Kilka bloków na Janczaku zmusiło trenera Popika do wprowadzenia Marcina Olichwera, który dał bardzo dobrą zmianę.
Było to jednak za mało, żeby myśleć o zwycięstwie w trzecim secie. Mimo że bydgoszczanie po potrójnym bloku, złożonym z Adama Nowika (potwierdził, że jest czołowym specjalistą w tym elemencie w kraju), Olichwera i Pieczonki, zdołali zneutralizować przewagę rywali (18:18), to po chwili przegrywali już 21:24 i tylko cud mógł ich uchronić od porażki. Ten jednak nie nastąpił i wrocławscy siatkarze wyszli na prowadzenie 2:1.
Zwycięstwo wyraźnie ich zdekoncentrowało, bowiem w czwartym secie podrażniona Delecta przypominała walec, który przejechał zespół Gwardii. Wynik końcowy – 25:15 jednoznacznie wskazuje, kto rozdawał karty w tej odsłonie. Bydgoscy zawodnicy byli niemal bezbłędni w ataku, w dodatku znakomicie rozpoczęli walkę w tej odsłonie (po kolejnym bloku było aż 8:1!). Końcówka była tylko formalnością, a po sprytnym ataku Janczaka tuż za opadający wrocławski blok było aż 24:14 i widzowie mogli z napięciem oczekiwać na rozstrzygnięcia w tie-breaku.
Przegrywamy jak zawsze...
Emocje w piątej partii sięgnęły zenitu, a obie drużyny co chwilę zmieniały się na prowadzeniu. Atmosfera gęstniała z każdą sekundą, a każda udana akcja kończyła się demonstracją siły. Świadkami niesamowitej akcji kibice byli przy stanie 7:7, gdy po znakomitej obronie Nowika (!) Rafał Matusiak wyprowadził skuteczną kontrę.
Do samego końca toczyła się olbrzymia wojna nerwów. Obaj szkoleniowcy dokonywali licznych modyfikacji w składzie oraz w decydujących momentach prosili o czas. Po dobrym ataku ze środka Aleksandra Januszkiewicza było 13:13. Atak Stanisława Pieczonki z lewego skrzydła dał bydgoszczanom pierwszą piłkę meczową, którą wrocławianie zdołali obronić. Drugiego meczbola również wywalczyć Pieczonka. Różnica była taka, że tym razem Gwardia nie zdołała się obronić. Presji nie wytrzymał Sramek, który posłał piłkę w aut, pieczętując zwycięstwo Delecty.
BKSCh Delecta Bydgoszcz – Gwardia Wrocław 3:2 (25:27, 26:24, 23:25, 25:15, 16:14)
BKSCh Delecta: Kocik, Pieczonka, Grant, Nowik, Hoffmann, Janczak, Kwasowski (libero) oraz Matusiak, Olichwer, Borczyński, Kacprzak
Gwardia: Krupnik, Marciniak, Jarząbski, Sopko, Sramek, Janeczek, Szymczak (libero) oraz Januszkiewicz, Dutkiewicz, Gulczyński, Ciesielski