


Po raz drugi w tym sezonie kolejka żużlowej ekstraligi rozegrana zostanie w piątek. Bydgoszczan czeka tego dnia kolejny już, bardzo ważny pojedynek, tym razem z leszczyńską Unią na wyjeździe. No i wszystko wskazuje na to, iż żużlowcy z grodu nad Brdą nie będą w stanie powalczyć nawet o przyzwoity wynik. Wszystko za sprawą bardzo prawdopodobnego braku w składzie Szwedów Andreasa Jonssona oraz Jonasa Davidssona.
O ile absencja Adrenaliny z pewnością nie będzie dziwiła nikogo (dwa upadki - pierwszy podczas Grand Prix Anglli, drugi dwa dni później w pierwszym wyścigu spotkania Eastbourne Eagels z Lakeside Hammers), to nieobecność Jonasa Davidssona będzie nieco kontrowersyjna.
Jonsson zaliczając upadek podczas Grand Prix w Cardiff dość mocno poobijał obojczyk. Uraz pogłębił się po kolejnym upadku, tym razem w pierwszym wyścigu spotkania Eastbourne Eagels z Lakeside Hammers, gdzie Andreas debiutował w ekipie gości po rocznym rozbracie z angielskim speedwayem. Sam swój start skomentował krótko - "Czułem, że jestem bardzo szybki i w pełnej dyspozycji fizycznej pewnie wywalczyłbym sporo punktów dla Lakeside, ale już na wejściu w pierwszy łuk czułem, ze nie mam tyle siły w barku, by w pełni kontrolować motocykl! Sił zabrakło zupełnie przed wejściem w drugi łuk i upadłem".
Szwed przewrócił się z własnej winy, do parkingu zszedł o własnych siłach po czym z powodu bólu barku wycofał się z kontynuowania zawodów. Nie wystartował także w barwach Dacarny Malilla, w meczu ligi szwedzkiej. Decyzję odnośnie startu w piątkowym pojedynku w Lesznie ma podjąć w czwartek i przekazać ją sternikom bydgoskiego klubu. Do tego czasu Andreas przebywa w Szwecji gdzie poddaje się specjalnej terapii rehabilitacyjnej.
Inaczej przedstawia się sprawa z Jonasem Davidssonem, który w przeciwieństwie do Andreasa jest zdrowy, ale w niedzielne popołudnie ma wystartować w Ljublianie, w półfinale eliminacji do przyszłorocznego cyklu Grand Prix. Sam żużlowiec twierdzi, że chce się dobrze przygotować do tego startu i nie wiadomo, czy zgodzi się wystartować dwa dni wcześniej w polskiej lidze.
- "Davidsson bardzo chce dobrze pojechać w półfinale eliminacji do GP w Ljubljanie. Zawody na Słowenii odbędą się w niedzielę o 16.30, a mecz w Lesznie w piątek o 19.30. Bardzo zależy mu na starcie w IMŚ i widzę, że może być problem, żeby przekonać go do występu w Lesznie" - twierdzi prezes bydgoskiej Polonii Leszek Tillinger.
Co będzie jeśli jednak Szwedów zabraknie w Lesznie? - "Wesoło wtedy nie będzie. W takiej sytuacji trudno nawet marzyć o zwycięstwie. Zgłosiliśmy Rafała Okoniewskiego, Krzysztofa Buczkowskiego, Jonasa Davidssona, Krystiana Klechę, Michała Szczepaniaka i Marcina Jędrzejewskiego, a w odwodzie jest Emil Sajfutdinow. Zobaczymy, będziemy reagować na to, co się dzieje i wprowadzać korekty w składzie w zależności od sytuacji" - przyznaje prezes Polonii.
To jednak nie koniec problemów Polonii, gdyż do Leszna z pewnością nie pojedzie młodzieżowiec Krzysztof Buczkowski, za którego pewnikiem zastosowane zostanie zastępstwo. Przypomnijmy, iż Buczek od trzech tygodni leczy złamaną kostkę. Co zrozumiałe, ani zawodnik, ani sternicy klubu, nie chcą ryzykować zbyt wczesnym powrotem na tor.
Walka czterema lub w najlepszym wypadku pięcioma zawodnikami z leszczyńskimi Bykami nie może napawać optymizmem. Na pocieszenie należy jednak powiedzieć, że i w ekipie Unii nie jest tak różowo. Dzień wcześniej niż Davidsson (sobota, 7.07) w półfinale eliminacji do GP we włoskim Lonigo ma wystartować aż czterech zawodników Unii: Jarosław Hampel, Krzysztof Kasprzak, Damian Baliński i Jurica Pavlic.
Jak ostatecznie wyglądać będą składy obu ekip na piątkowe spotkanie, a może problem rozwiąże pogoda, która w tym tygodniu nie ma zbytnio sprzyjać ściganiu się na żużlowych torach. Odpowiedź na te pytania poznamy już za dwa dni.