

Jędrzej Florek, jeden z najbardziej utalentowanych piłkarzy w naszym regionie, opowiada o swoim półrocznym pobycie w Arce Gdynia. Dlaczego zrezygnował z zarobków grubo przekraczających średnią krajową i zdecydował się na powrót do Chemika? Zapraszam do lektury.
Remigiusz Skwarek: Co zdecydowało o Twoim powrocie do Chemika Bydgoszcz?
Jędrzej Florek: Niestety, już na początku mojego pobytu w Gdyni nabawiłem się zapalenia mięśni przybocznych brzucha. To sprawiło, że tak naprawdę w treningach uczestniczyłem przez niecały miesiąc i jasne było, że nie miałem szans przekonać do siebie trenera, a co za tym idzie – przebić się do pierwszej drużyny Arki. Owszem, klub chciał się wywiązać z kontraktu – warunki finansowe miały pozostać niezmienione, lecz miałbym zostać przeniesiony do drużyny rezerw. Po konsultacji z moim ojcem, wspólnie stwierdziliśmy, że więcej okazji do gry będę miał w Chemiku, co w przypadku mojego dalszego rozwoju, nabierania doświadczenia jest niezwykle ważne.
A co było przyczyną tej kontuzji? Bo przecież nie jest to uraz typowo piłkarski.
- Bezpośrednią przyczyną było za duże obciążenie w ćwiczeniach na siłowni. Z drugiej strony nie uczestniczyłem w całych przygotowaniach do sezonu, braki musiałem nadrabiać większym zaangażowaniem już podczas rozgrywek.
Zatem, czy pobyt w Trójmieście uważasz za krok w tył?
- Ciężko powiedzieć. Praktycznie 5 miesięcy chodziłem po lekarzach, do szkoły i siedziałem w domu – zero piłki. Z drugiej strony miesiąc treningów pod wodzą jednego z lepszych polskich szkoleniowców, gra z naprawdę znakomitymi piłkarzami dała sporo.
Jednak mimo wszystko poczułeś smak bycia piłkarzem wielkiego klubu. Jakie różnice zauważyłeś już na samym początku? Trening? Podejście do zawodników? Presja?
- Różnic było niewiele, jednak już na pierwszym treningu w oczy rzuciła mi się szybkość rozgrywania piłki, płynność zagrań. Tam nie było czasu i miejsca na zastanowienie, bo momentalnie doskakiwał do ciebie obrońca i wówczas wachlarz zagrań miałeś bardzo ograniczony. Jeśli chodzi o natężenie treningów, to śmiem rzec, że w Chemiku dużo bardziej musiałem się napocić niż w Gdyni. Dało się również zauważyć, że ważnym elementem było tworzenie doskonałej atmosfery w drużynie. Mistrzem w tym był trener. Presja? Arka ma naprawdę wspaniałych, a co najważniejsze – wyrozumiałych kibiców, którzy nawet wtedy gdy drużynie nie idzie, nie odwracają się od niej. Zarząd również ufał trenerowi Wojciechowi Stawowemu i nawet po porażkach z teoretycznie słabszymi drużynami nie było czegoś w stylu stawiania ultimatum odnośnie kolejnego meczu.
Czego Ci najbardziej brakuje tutaj w Bydgoszczy? Czego nie ma tutaj, a było w Gdyni i vice versa?
- Najważniejszą rzeczą jakiej brakuje mi tutaj jest klub, który na co dzień mierzyłby się przynajmniej z II-ligowymi drużynami. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie przyjdzie mi zagrać w barwach Chemika np. z Wisłą Płock czy Polonią Warszawa. Bardzo zadowolony byłem również z profesjonalnej opieki medycznej (odnowa biologiczna w hotelu czy w aquaparku), która była naprawdę na bardzo wysokim poziomie. Poza tym tęsknię za morzem – mieszkałem 800 m od plaży. Z kolei w Gdyni najbardziej brakowało mi zaufania trenera. Tutaj w Bydgoszczy miałem już wyrobioną markę.
A warunki treningowe? Za tym też tęsknisz?
- (śmiech) Z warunków treningowych na lepszym poziomie była jedynie siłownia. Stan murawy boisk treningowych był jeszcze gorszy niż na Chemiku. Owszem, stadion na pewno prezentował się dużo lepiej niż obiekt Chemika, jednak ten szczegół nie jest dla mnie zbyt istotny.
Wróćmy do teraźniejszości. Jaka była reakcja trenera Piotra Gruszki na wieść o tym, że wracasz do Chemika? Jak przyjęli Cię koledzy z drużyny?
- Do trenera zadzwonił mój tata – menedżer. Z jego relacji wynikło, że szkoleniowiec bardzo się z tego faktu ucieszył, gdyż pół roku temu odchodziłem jako najlepszy strzelec. Co do reakcji kolegów z drużyny, to tak naprawdę nie zdążyłem się z nimi rozstać. Pół roku to bardzo mało czasu.
Zatem jakie plany na przyszłość?
- Najważniejsze to odbudować formę i w miarę możliwości pomóc Chemikowi w utrzymaniu fotelu lidera IV ligi. Co będzie dalej? Zobaczymy.
Dziękuję za rozmowę
- Ja również.
Rozmawiał Remigiusz Skwarek