

Jak już informowaliśmy siatkarze Delecty Bydgoszcz ulegli na własnym parkiecie J.W. Construction Osram AZS Politechnice Warszawskiej 2:3 (22:25, 19:25, 25:19, 25:23, 11:15). Tym samym to stołeczna ekipa jest bliżej pozostania w PLS-ie.
błędach bydgoskich siatkarzy. Swojego inauguracyjnego tego dnia ataku nie skończył kapitan Delecty - Krzysztof Janczak. Jak się później okazało, to właśnie w tej akcji dowiedzieliśmy się, iż popularny "Jajo" nie był w optymalnej formie.
W ekipie przyjezdnych w ataku brylowali Radosław Rybak oraz Anton Kulikowski. Dobre przyjęcie umożliwiało wprowadzenie kombinacyjnej gry przez rozgrywającego "Inżynierów" - Wiktora Położewicza. Zupełnie inaczej sprawa wyglądała po drugiej stronie siatki. Silne zagrywki zawodników ze stolicy wprowadzały zamęt w przyjęciu miejscowych. "W pierwszych dwóch setach zagraliśmy dobrze w elemencie zagrywki. Był to jeden z najważniejszych czynników do sukcesu w tym spotkaniu." - przyznał po meczu kapitan Politechniki, Pavel Chudik.
Mimo wielu przeciwności losu, na pierwszą przerwę techniczną po autowym ataku Kamila Kacprzaka, stołeczna drużyna schodziła z niewielką przewagą - 8:7. Wtedy jednak przypomniał o sobie Przemysław Michalczyk. Oznaczało to, iż siła ataku rywali bydgoskiej Delecty uległa kolejnemu wzmocnieniu. Przy sprzyjającym im tego dnia szczęściu zdołali wyjść na wysokie prowadzenie 18:12. Widząc ten niekorzystny rezultat, trener Chudik desygnował na plac boju Marcina Kozioła, który umotywował swój zespół do walki. Dzięki ambitnej grze reprezentantów Delecty kibice zgromadzeni w hali Łuczniczka byli świadkami emocjonującej końcówki tej partii. Jednak to podopieczni Jerzego Taczały wyszli z opresji obronną ręką, a set zakończył asem serwisowym Jakub Markiewicz.
W drugiej odsłonie tej konfrontacji uwidoczniła się przewaga przyjezdnych. Korekty w składzie trenera Delecty nie zmieniały obrazu gry, co martwiło wielu fanów bydgoskiego zespołu. Kontrowersyjne decyzje arbitrów tego spotkania wprowadziły wiele chaosu zarówno na parkiecie, jak i trybunach. W szeregach bydgoszczan najjaśniejszą postacią był Słowak - Martin Sopko. To jednak było zbyt mało, aby przeciwstawić się przeciwnikom. Gdy przy stanie 22:15 na korzyść Politechniki, fatalną wystawą "popisał" się Jakub Oczko, wielu ludzi nie wierzyło już w odrodzenie bydgoszczan. Nadal poniżej swoich możliwości spisywał się Krzysztof Janczak, który tego dnia popełniał wiele błędów. To właśnie po jednym z nich, a dokładniej po "złapaniu" się na pojedyńczym bloku Jakuba Markiewicza, zakończył się drugi set. Wynik na tablicy świetlnej wskazywał wynik 25:19.
Gdy rozpoczynał się trzeci set, zauważyć można było roszadę w składzie miejscowych. Rostislav Chudik desygnował do gry w przyjęciu Kamila Kacprzaka oraz Rafała Matusiaka, zaś na pozycji atakującego zaprezentował się Martin Sopko. Jak się następnie okazało, zmiany te były strzałem w dziesiątkę. Zdecydowanie poprawiło to grę we wszystkich elementach siatkarskiego rzemiosła. Bydgoszczanie zaczęli stawiać nawet blok na świetnie spisującym się Radosławie Rybaku. Przy stanie 6:3 dla Delecty, najpierw zatrzymała go trójka bydgoszczan, a chwilę później uczynił to osamotniony Sopko. Pokazało to, że "Inżynierowie" są tego dnia do ogrania.
I właśnie z taką wiarą bydgoszczanie rozpoczęli odrabianie strat. Trener gości próbował zmieniać obraz gry, gdy ekipa z grodu nad Brdą objęła wysokie prowadzenie 17:11, i do boju posłał Jakuba Radomskiego. Korzystał także z usług Rafała Buszka. Nie do końca spełnili jednak jego założenia. Wszak łupem gospodarzy padła trzecia partia w stosunku 25:19.
Czwarta odsłona meczu miała bardzo interesujący przebieg. Od początku gra była bardzo wyrównana. Uruchomiono grę środkiem, co oznaczało, iż punkty zdobywali
Andrew Grant oraz Michał Cerven. Walka wręcz punkt za punkt trwała bardzo długo, o czym świadczy chociażby wynik do pierwszej przerwy technicznej, Delecta schodziła na nią, prowadząc 8:7, po tym, jak Martin Sopko po raz kolejny zablokował Radosława Rybaka. Następnie bydgoszczanie skrupulatnie powiększali swoją przewagę, w środkowej fazie partii goście zniwelowali jednak stratę. Gdy przechodzącą piłkę skończył Wiktor Położewicz, tablica świetlna wskazywała remisowy rezultat - 21:21.
Niestety, dwudziesty drugi punkt padł łupem gości, ponieważ Martin Sopko nadział się na potrójny blok. Później to jednak on kończył najważniejsze piłki, co doprowadziło do zwycięstwa jego zespołu w tej odsłonie pojedynku 25:23. Tym samym o tym, która z drużyn jest tego dnia lepsza, zadecydować miał tie-break.
Obie ekipy nie podjęły ryzyka na początku decydującej partii. Wyróżniającymi postaciami byli tradycyjnie Sopko i Rybak, grali jednak oni bardzo asekuracyjnie. Trwała walka punkt za punkt, żaden z zespołów nie osiągał znaczącej przewagi. Zmiana stron nastąpiła przy stanie 8:7 na korzyść Politechniki. Lepsi ostatecznie okazali się przyjezdni, którzy bez wątpienia wykorzystali swoje doświadczenie. Trener Chudik dał kolejną szansę Krzysztofowi Janczakowi, jednak ten jej nie wykorzystał. Wszak popełnił jedynie błąd dotknięcia siatki w kluczowym momencie pojedynku. Po jego złym zagraniu tablica świetlna wskazywała wynik 11:13. Blok, który postawili Kulikovskiy oraz Tomasz Kowalczyk okazał się szczelny, chwilę później zaś Michał Cerven posłał piłkę w aut. Oznacza to, że warszawianie zwyciężyli w tej partii 15:11, a w meczu 3:2.
Bydgoszcaznie, aby liczyć jeszcze na utrzymanie muszą pokonać rywala już we wtorek w hali Łuczniczka (godz. 18:00). Jeśli okażą się słabsi, spadną z PLS-u. W przypadku zwycięstwa konieczne będzie rozegranie kolejnego (ostatniego) meczu w Warszawie. "Myślę, że słoneczko będzie jutro dla nas bardziej przyjazne." - mówi Krzystof Janczak. "Mam nadzieje, że jutro wygramy mecz i będziemy o krok od utrzymania." - zapowiada zaś Pavel Chudik. Jak będzie - przekonamy się niebawem.
Delecta Bydgoszcz - J.W. Construction Osram AZS Politechnika Warszawska 2:3 (22:25, 19:25, 25:19, 25:23, 11:15)
Delecta: Oczko, Grant, Cerven, Kacprzak, Sopko Janczak, Dębiec (libero) oraz Matusiak, Hoffmann, Kozioł
Politechnika: Kowalczyk, Rybak, Michalczyk, Markiewicz, Kulikovskiy, Połoźewicz, Wojtaszek (libero) oraz Chudik, Buszek, Szymczak, Radomski
Jakub Stykowski