


Gdy Delecta przegrywała 0-2, chyba już mało kto wierzył, że bydgoszczanie będą wracać z Olsztyna z jakimkolwiek bagażem punktowym. Jednak pośrednio kontuzja Olliego Kunnariego, ale również lepsza gra podopiecznych Waldemara Wspaniałego sprawiła, że o ostatecznym podziale punktów zadecydować miał tie-break. W nim lepsi okazali się gospodarze, jednak goście z hali Urania wychodzili z podniesionymi głowami . „Przegraliśmy, ale z tego zdobytego w walce punktu jesteśmy naprawdę zadowoleni.” – dodaje Wspaniały.
W pierwszych dwóch setach, Delecta próbowała walczyć, jednak cały czas odnosiło się takie wrażenie, że to olsztynianie kontrolują przebieg gry. Szczególnie było to widoczne w końcówkach partii, gdzie podopieczni Mariusza Sordyla praktycznie nie popełniali błędów, przy niezliczonej ich ilości po stronie bydgoszczan. „W pierwszym dwóch setach psuliśmy zdecydowanie za dużo zagrywek. Było to zupełnie niepotrzebne, gdyż bardzo dobrze broniliśmy i blokowaliśmy.” – komentuje Stanisław Pieczonka.
Również początek trzeciej partii nie odbiegał od dwóch poprzednich. Po asie serwisowym Michala Cervena, bydgoszczanie wyszli na czteropunktowe prowadzenie (6:2), a chwilę później po dwóch autowych atakach Tomasza Józefackiego było już 9:5. Jednak hurtowo popełniane błędy przez podopiecznych Waldemara Wspaniałego sprawiły, że kilka minut później wynik był już remisowy (10:10). Po drugiej przerwie technicznej hala na chwilę zamarła. Po jednym z ataków, na parkiet upadł dotychczas drugi najskuteczniejszy zawodnik (12 punktów) - Olli Kunnari, a kilka sekund później na jego twarzy pojawił się grymas bólu. „Jeszcze nie rozmawiałem z lekarzem, jednak sądząc po reakcji zawodnika, wydaje mi się, że przerwa nie powinna potrwać dłużej niż 2 tygodnie.” – relacjonuje Mariusz Sordyl. W miejsce Fina pojawił się Michał Chaberek, jednak w końcówce seta, już tylko bydgoszczanie dyktowali warunki gry.
Kontuzja Kunnariego odbiła się na poczynaniach olsztynian również w czwartym secie. Coraz więcej prostych błędów zarówno w ataku, jak i w przyjęciu popełniał Michał Siezeniewski, co skrzętnie wykorzystywali bydgoszczanie. Właśnie po jednym z autowych ataków 27-latka, Delecta wyszła na 3-punktowe prowadzenie (14:11), które obroniła do końca tej rozgrywki. W tym momencie do hali Urania napłynęły korzystne wieści z Częstochowy i już wówczas stało się jasne, że do ostatniej kolejki, bydgoszczanie przystąpią z ósmego miejsca.
W tie-breaku role ponownie się odwróciły i jak to miało miejsce na początku meczu, znowu zaczęli dominować gospodarze. Szczególną niemoc bydgoszczanie wykazywali w ataku, gdzie albo posyłali piłki daleko w aut, albo byli najzwyczajniej blokowani. Właśnie po bloku Wojciecha Grzyba na Grzegorzu Kokocińskim, AZS uzyskał 7-punktową przewagę (10:3) i tylko cud mógł odebrać zwycięstwo podopiecznym Mariusza Sordyla. Cudu faktycznie nie było, choć zbytnie rozluźnienie w szeregach „Akademików” sprawiło, że od tamtego czasu zdobyli oni zaledwie dwa punkty, przy dziewięciu bydgoszczan (sic!), a na tablicy wyników znów był remis. W końcówce więcej zimnej krwi zachowali jednak gospodarze i to oni mogli się cieszyć ze zwycięstwa.
Kluczem do tego małego zwycięstwa bydgoszczan, jakim niewątpliwie jest zdobycie punktu, było bardzo dobre przyjęcie zagrywki (73%). Pierwsze skrzypce w tym elemencie siatkarskiego rzemiosła grał Stanisław Pieczonka, który przyjmował na poziomie 90%! Nie dorównał mu nawet MVP spotkania – Michał Chaberek (70%).
AZS UWM Olsztyn - Delecta Bydgoszcz 3:2 (25:19, 25:21, 21:25, 20:25, 15:13)
AZS: Oczko, Józefacki, Kunnari, Siezieniewski, Kowalczyk, Grzyb, Andrzejewski (libero) oraz Chaberek, Wawrzyniak
Delecta: Sopko, Cerven, Lipiński, Pieczonka, Konarski, Nowak, Dębiec (libero) oraz Kokociński, Krzywiecki, Augustyn, Kaczmarek
MVP: Michał Chaberek (AZS)
Remigiusz Skwarek