


![]()
Polscy siatkarze nie sprostali Finom w pierwszym z dwóch meczów Ligi Światowej w hali "Łuczniczka". W środowy wieczór drużyna Daniela Castellaniego uległa rywalom 1:3 (16:25, 25:21, 20:25, 23:25). Rezultat tego pojedynku oznacza, że Finlandia zajmie drugie miejsce w grupie D z realnymi szansami na awans do Final Six.
Diametralna zmiana nastąpiła w drugim secie, który Polacy rozegrali znakomicie w bloku. Siedem punktów zdobytych w ten sposób walnie przyczyniło się wygranej 25:21. Wówczas wspomnianego już Woickiego nie było na parkiecie, podobnie jak podstawowego atakującego - Jakuba Jarosza. Zawodnika ZAKSY Kędzierzyn-Koźle zastąpił Marcel Gromadowski. "Dobrze, że po tej przegranej miałem możliwość porozmawiania z moimi zawodnikami w szatni. Dziesięciominutowa przerwa po drugiej odsłonie bardzo nam pomogła." - podkreślił na pomeczowej konferencji trener Finów Mauro Berruto.
W istocie, w kolejnej części gry jego gracze spisywali się lepiej. Warto wskazać na dużą liczbę błędów obu ekip w polu zagrywki. W przypadku Polaków miało to jednak bardziej bolesne skutki. "Mam do dyspozycji młodych zawodników, którzy grają nierówno. Momentami grają siatkówkę na bardzo wysokim poziomie, a po chwili seryjnie popełniają błędy." - analizował trener Daniel Castellani. Słowa szkoleniowca potwierdza Woicki, który zastrzega, że polski zespół czeka "dużo pracy". O roli serwisu wspominał już dzień przed meczem kapitan kadry Michał Bąkiewicz. Po potyczce z Finami musiał powrócić do tego tematu. "Zwycięstwo nasi rywale zawdzięczają właśnie dobrej postawie w tym elemencie, a zwłaszcza w środkowej części zwycięskich setów." - ocenił.
Wygrana w trzecim secie 25:20 była jednak w dużej mierze konsekwencją skuteczniejszej gry w końcówce. Na drugiej przerwie technicznej prowadzili bowiem jednym punktem Polacy. Później jednak wyższy bieg włączyli siatkarze Suomi i ostatecznie przetarli szlak do ostatecznego triumfu. Nastąpił on już po czterech setach, choć zespół Castellaniego długo stawiał zażarty opór. Napięcie wynikające z boiskowej rywalizacji tonował skutecznie drugi arbiter - Panagiotios Roussakis. Wprawne oko mogło dostrzec jego rytmiczne ruchy w rytm znanego motywu muzycznego z filmu "Grek Zorba". Sędziemu wyraźnie służyła atmosfera w "Łuczniczce", bowiem przez większą część meczu na jego twarzy widniał uśmiech. Pod wrażeniem możliwości polskiej publiczności byli również członkowie ekipy fińskiej, podkreślając na każdym kroku gorący doping i żywiołowe reakcje widzów.
Na boisku nie było jednak sentymentów. "Moi gracze udźwignęli ciężar odpowiedzialności i potrafili poradzić sobie z presją towarzyszącą grze w Polsce. Bardzo się z tego cieszę i otwarcie mogę powiedzieć - jestem z nich dumny." - zakończył trener Berruto. Ostatnia partia zakończyła się zwycięstwem Skandynawów 25:23, dzięki czemu nadal mają oni szanse na wyjazd do Serbii, gdzie rozegrany zostanie turniej Final Six Ligi Światowej.
Drugi pojedynek pomiędzy obiema ekipami w Bydgoszcz rozegrany zostanie w czwartek. Początek o godzinie 20:00.
POLSKA - FINLANDIA 1:3 (16:25, 25:21, 20:25, 23:25)
Polska: Woicki, Jarosz, Bartman, Ruciak, Możdżonek, Kadziewicz, Ignaczak (libero) oraz Łomacz, Gromadowski, Bąkiewicz, Kurek, Nowakowski
Finlandia: Esko, Mikko Oivanen, Kunnari, Siltala, Matti Oivanen, Shumov, Hyvarinen (libero) oraz Sammelvuo, Ojansivu
Eryk Dominiczak / Sportowa Bydgoszcz