

Podczas sobotniego spotkania Polonii Bydgoszcz z Cyklonem Kończewice mogliśmy przekonać się, jak nieodpowiedzialny wybryk jednego z zawodników może zniweczyć wysiłek całej drużyny. Gdyby bowiem nie czerwona kartka otrzymana w 21 minucie przez Macieja Plewińskiego za brutalny faul, podopieczni Artura Góreckiego prawdopodobnie nie mieliby większych problemów z pokonaniem gości z Kończewic. A tak skończyło się fatalnie – porażką w stosunku 2:5. Opiekun polonistów nie krył rozgoryczenia: „Do momentu otrzymania czerwonej kartki przez Plewińskiego wszystko układało się dla nas bardzo dobrze. Nawet nie wiem jak nazwać jego zachowanie. Nie wiem co mu odbiło, tym bardziej, że rozmawiałem z nim na ten temat w szatni przed meczem."
Złość szkoleniowca jest jak najbardziej zrozumiała, bowiem jego zespół od początku konfrontacji wręcz deklasował rywala. Poloniści byli lepsi w każdym elemencie piłkarskiego rzemiosła i już w ósmej minucie udokumentowali to bramką. Lewym skrzydłem popędził najlepszy zawodnik Polonii w tym meczu – Tomasz Ejankowski, następnie zszedł do środka i nie niepokojony przez obrońców precyzyjnym strzałem nie dał szans bramkarzowi. Gospodarze dali w tym momencie wyraźny sygnał do ataku, a jako kolejni umiejętności golkipera Cyklonu sprawdzali m.in. Maciej Marciniak (minimalnie obok bramki po zgraniu Jakuba Bethke), czy Paweł Kleszczewski, po strzale którego futbolówka wylądowała na słupku.
Sytuacja znacznie skomplikowała się we wspomnianej 21 minucie. Poloniści przeprowadzali kolejną akcję - prawą flanką szarżował Maciej Plewiński. W pogoń za długowłosym rozgrywającym wdał się jeden z „cyklonistów” i ostatecznie zatrzymał bydgoszczanina. Ten nie móc się pogodzić z takim obrotem sprawy postanowił w najmniej odpowiedni sposób wyrównać z nim rachunki i kopnął leżącego rywala. Wszystko działo się na oczach arbitra, który nie mógł podjąć innej decyzji jak tylko usunąć krewkiego zawodnika z placu gry. Piłkarz jeszcze schodząc z boiska usłyszał kilka cierpkich słów od trenera Góreckiego. „Zespół wygrywał, grał dobrze, i co ważne dobrze grał również sam Plewiński. Nie mam pojęcia dlaczego tak się zachował. Prosiłem go przed meczem, żeby skupił się tylko na grze, nie dyskutował z sędziami, nie szukał zaczepki. Niestety zrobił dokładnie odwrotnie, a uczynił to jeszcze na oczach arbitra. Całe zachowanie było kompletnie bez sensu choćby ze względu na to, że to my prowadziliśmy akcję. No i przede wszystkim byliśmy na prowadzeniu.” – analizuje szkoleniowiec biało-czerwonych. Poloniści nie zrażeni wybrykiem kolegi nadal starali się grać „swoje”.
Aż do 40 minuty przewaga liczebna Cyklonu nie miała większego wpływu na boiskowe wydarzenia. Goście nie potrafili znaleźć sposobu na poważniejsze zagrożenie bramce Tomasza Koczorowskiego. Polonia natomiast ani myślała zwolnić tempa. W 28 minucie gospodarze mogli podwyższyć prowadzenie po idealnym dośrodkowaniu Rafała Szulakowskiego i główce kapitana drużyny Mariusza Gabrusia. Wysokimi umiejętnościami popisał się jednak bramkarz gości. Na sześć minut przed końcem pierwszej odsłony ponownie w roli głównej wystąpił doświadczony Gabruś, który tym razem próbował szczęścia strzałem z woleja – minimalnie niecelnym.

Rafał Szulakowski (na pierwszym planie) był tradycyjnie silnym punktem swojej drużyny. Niestety nawet on nie pomógł Polonii w odniesieniu pierwszego zwycięstwa w tym sezonie. Fot./ manix22
Koczorowski po raz pierwszy został poważniej sprawdzony dopiero w 40 minucie, gdzie zmuszony był do piąstkowania piłki na rzut rożny. Trzy minuty później był już jednak bezradny. Mierzony strzał zza pola karnego w wykonaniu Marka Zająca dał siódmej drużynie minionego sezonu upragnione wyrównanie. Czarny sen Polonii trwał jednak dalej. W 45 minucie za sprawą Dawida Młodzika, który przytomnie zachował się pod bramką po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, goście objęli prowadzenie. Warto zaznaczyć, iż dobre w wykonaniu gości było tylko… końcowe pięć minut pierwszej połowy. Wystarczyło to jednak, by dwukrotnie pokonać bezradnego przy obu trafieniach Tomasza Koczorowskiego.
Drugie 45 minut przyjezdni rozpoczęli z wysokiego „C”, gdyż już w 47 minucie strzelec pierwszej bramki Marek Zając trafił z rzutu wolnego w spojenie słupka z poprzeczką. Dziesięć minut później piłka po raz trzeci przekroczyła linię bramkową Polonii, jednak gospodarze mogli odetchnąć z ulgą, bo napastnik Cyklonu znajdował się na ewidentnym spalonym. Piłkarze z grodu nad Brdą nadziei na korzystny obrót wydarzeń pozbawieni zostali na kwadrans przed zakończeniem batalii. Koczorowski skapitulował wówczas po raz trzeci, nie mając większych szans będąc oko w oko z Pawłem Waleckim, który nie pilnowany przez żadnego z bydgoskich defensorów znalazł się w sytuacji, której zmarnować nie wypadało. Taki obrót sprawy wyraźnie rozsierdził biało-czerwonych, gdyż zaledwie 60 sekund później zdobyli gola kontaktowego. Ponownie błysnął dobrze dysponowany Ejankowski i w sytuacji przypominającej tę z pierwszej połowy trafił do siatki.
Niestety, sztuka ta jeszcze dwukrotnie udała się gościom – najpierw za sprawą Dawida Młodzika (strzał z ostrego kąta, piłka odbita od słupka wpada do bramki), a następnie Karola Szpankiewicza. Przy drugim trafieniu bydgoszczanie dali się złapać na banalnie proste rozegranie rzutu wolnego. Zamiast strzału, piłka powędrowała na lewą stronę do niepilnowanego Szpankiewicza, który z dziecinną łatwością znalazł się oko w oko z Koczorowskim i z najbliższej odległości zmusił go do piątej – na szczęście ostatniej w tym spotkaniu kapitulacji.
Sytuacja Polonii nie wygląda w tej chwili zbyt optymistycznie. Trzy spotkania – dwie porażki i tylko jeden punkt. Optymiści stwierdzą, że to dopiero początek sezonu i podobny falstart może się przydarzyć każdemu. To prawda, ale trener Górecki otrzymał mocny sygnał, iż coś w grze biało-czerwonych należy zmienić. Może powinny to być zmiany personalne? Wydaje się bowiem, że warto postawić od pierwszych minut na młodych Bartosza Zimermanna czy Michała Siedleckiego (w doliczonym czasie gry trafił w słupek), których wejście w drugiej połowie wniosło sporo ożywienia w poczynaniach jedenastki z ulicy Sportowej.
Artur Górecki dla Sportowej Bydgoszczy: Myślę, że gdybyśmy nie grali przez większość spotkania w osłabieniu, to spokojnie pokonalibyśmy Cyklon. Podjęliśmy dzisiaj ryzyko, bo zagraliśmy w nowym ustawieniu, z trójką obrońców, która niestety nie ustrzegła się błędów. Napastnikom z kolei brakowało skuteczności. Przed sezonem moją drużynę opuściło kilku zawodników, jednak powiem szczerze, że nie robię z tego tragedii i wcale nie uważam, że mam słabszy zespół. Często jest przecież tak, że młodzież, a przecież to głównie nią uzupełniliśmy luki w składzie, swoją ambicją i zaangażowaniem nadrabia brak doświadczenia, czy boiskowego cwaniactwa. I na to na pewno liczę w przyszłości.
W następnej kolejce Polonia zagra z Pomorzaninem Serock.
Polonia Bydgoszcz – Cyklon Kończewice 2:5 (1:2)
Bramki: Tomasz Ejankowski 8’, 76’ – Dawid Młodzik 45’ 83’, Marek Zając 43’, Paweł Walecki 75’, Karol Szpankiewicz 86’
Polonia: Koczorowski – Zborała (65’Siedlecki), Bethke, Wierzbanowski – Gabruś – Ejankowski, Podraza, Plewiński, Szulakowski – Marciniak (55’ Zimermann), Kleszczewski (87’ Karczewski)
Żółte kartki (Polonia): Gabruś, Marciniak
Czerwona kartka: Plewiński 21’ (za naruszenie nietykalności cielesnej przeciwnika)
Sędziował: Robert Grabowski (Grudziądz)
Widzów: ok. 40
Maciej Pietrzyk