SPORTOWA BYDGOSZCZ - informacje o sporcie w mieście nad Brdą i nie tylko...
...BO KOCHAMY SPORT
SPEEDWAY EKSTRALIGA > news > tabela > terminarz  ELITE LEAGUE > news > tabela  ELITSERIEN > news > tabela > terminarz
INNE LIGI ZAGRANICZNE > news  GRAND PRIX > news > klasyfikacja > terminarz  INNE WYDARZENIA > news
PLUSLIGA KOBIET > news > tabela > terminarz  PLUSLIGA > news > tabela > terminarz  II LIGA KOBIET (GRUPA 1) > news > tabela > terminarz
II LIGA MĘŻCZYZN (GRUPA 1)
> news > tabela > terminarz ME KOBIET > news  INNE WYDARZENIA > news
II LIGA (GR. ZACH.) > news > tabela > terminarz  IV LIGA (GR. KUJ.-POM.) > news > tabela > terminarz  KLASA OKRĘGOWA (GRUPA 1) > news > tabela > terminarz  I LIGA KOBIET (GR. PÓŁNOCNA) > news > tabela > terminarz  INNE WYDARZENIA > news
FORD GERMAZ EKSTRAKLASA > news > tabela > terminarz  II LIGA MĘŻCZYZN (GRUPA A) > news > tabela > terminarz  INNE WYDARZENIA > news
LEKKOATLETYKA > news  SPEEDROWER > news > tabela > terminarz  BASEBALL > news > tabela > terminarz  PIŁKA RĘCZNA > news > tabela > terminarz
SPORTY WODNE > news  SPORTY SIŁOWE > news  INNE DYSCYPLINY > news
> WYWIADY      >  KOMENTARZE      >  FELIETONY      >  REPORTAŻE      >  FOTOREPORTAŻE

Robert Mioduszewski: Profesjonalista w każdym calu

Bramkarz Zawiszy Bydgoszcz SA – Robert Mioduszewski został bardzo szybko obdarzony sympatią kibiców bydgoskiego klubu. O tym, jak napastnik stał się bramkarzem, co uważa za swój największy sukces i jakie znaczenie w życiu piłkarza ma rodzina spytaliśmy 33-letniego zawodnika rodem ze Sławna.

Piotr Młynarczyk, Eryk Dominiczak: - Jak zaczęła się Pańska przygoda z piłką nożną w rodzinnej miejscowości?
Robert Mioduszewski (bramkarz Zawiszy Bydgoszcz SA): - Wszystko zaczęło się pod wpływem meczów reprezentacji po mistrzostwach świata w Hiszpanii w 1982 roku. Graliśmy z kolegami na boisku podwórkowym czy szkolnym i niemal wszyscy przewinęliśmy się przez jedyny klub w Sławnie – Sławę. Czy ktoś został tam dłużej czy krócej – to już inna sprawa. Tak się złożyło, że ja zostałem tam dłużej.

- Kto namówił Pana do uprawiania piłki nożnej?

- Była to inicjatywa moja i kolegów. Graliśmy wspólnie na boiskach podwórkowych, więc również razem chodziliśmy do klubu na treningi.

- Co spowodowało, że wybrał Pan pozycję bramkarza?

- Stało się tak w siódmej klasy szkoły podstawowej, a zadecydował zupełny przypadek. Wcześniej grałem na pozycji prawego pomocnika czy też napastnika i całkiem dobrze mi to wychodziło. Jak każdy chłopiec lubiłem strzelać bramki. Przed jednym z meczów brakowało nam bramkarza i ktoś musiał zająć tę pozycję. Padło na mnie. Spodobało mi się to i tak już zostało.

- Czy jest jakiś bramkarz, na którym się Pan szczególnie wzoruje?

- Nie ma takiej jednej osoby. Mamy dostęp obecnie do wielu relacji telewizyjnych i staram się podpatrywać wielu zawodników. Każdy z nich ma swój atut, element, który wyszkolił najlepiej. Stara się naśladować najlepszych w każdym elemencie bramkarskiego życia.

- Długo nie zagrzał Pan jednak miejsca w klubie ze Sławna…

- Po zmianie szkoły trafiłem do Słupska, gdzie przez 4 lata reprezentowałem barwy Gryfa. Ostatni rok szkoły spędziłem w Ustce, gdzie grałem w miejscowym Jantarze.

- Sezon 1993/1994 przyniósł w Pana karierze sporą zmianę. Trafił Pan do Lecha Poznań. Jak doszło do tego, że trafił pan do stolicy Wielkopolski?

- Podzieliłem wszystko na szkołę. Złożyłem wszystkie świadectwa i dokumenty na Akademię Wychowania Fizycznego w Poznaniu. Jednocześnie pojawiła się propozycja gry w Lechu. Warto było z niej skorzystać.

- Mija dokładnie 10 lat od momentu, kiedy reprezentował Pan wiosną 1996 roku barwy Zawiszy Bydgoszcz. Czy można porównać tego Zawiszę sprzed dekady i tego obecnie?

- Ciężko jest to porównywać. To są zupełnie inne czasy i zupełnie inni ludzie. Pozostał tylko kierownik drużyny Krzysztof Drzewiecki. Właściwie nic się przez te lata nie zmieniło. Baza pozostała taka sama.

- Jakby porównał Pan poziom drugiej ligi z 1996 roku i 2006 roku?

- Tutaj także nic się nie zmieniło. Nadal jest sporo walki, każdy mecz jest wyrównany. Nie ma dużych różnic w poziomie gry pomiędzy zespołami. Na boisku decydują niuanse. W zasadzie ciężko mi porównywać poziom, gdyż pierwszy raz w drugiej lidze grałem 10 lat temu i to tylko przez rundę wiosenną. Gra w Zawiszy SA to mój drugi kontakt z drugą ligą. Jest ona postrzegana jako słabsza, ale moim zdaniem wcale tak nie jest. Regulamin gry na zapleczu ekstraklasy powoduje, że każdy mecz gramy o wszystko, ponieważ nie wiadomo, jak się ułoży tabela.

- Czy podziela Pan pogląd, że przejście zawodnika z I do II ligi jest dla zawodnika jakąś formą degradacji sportowej czy raczej traktuje to Pan grę w II lidze jako szansę powrotu do najwyższej klasy rozgrywkowej?

- Nie spodziewałem się takiego poziomu gry w II lidze. Każdy mecz toczy się o jakąś stawkę. Tego w ekstraklasie nie ma. Układ tabeli szybko się krystalizuje. Tutaj walczy się niemal do ostatniej serii spotkań, dlatego uważam, że dla piłkarza II liga jest pod względem sportowym jest atrakcyjniejsza. Oczywiście pozostaje aspekt finansowy, ale biorąc pod uwagę grę, zdecydowanie stawiam na drugą ligę.

- Gra Pan w Zawiszy Bydgoszcz SA ze swoim kolegą klubowym z Zagłębia Lubin – Zbigniewem Wójcikiem. Czy fakt, że znacie się już z boiska pomaga obecnie w komunikacji?

- Graliśmy ze sobą w 1998 roku i to tylko przez jedną rundę. Nie ma to, w moim odczuciu, żadnego znaczenia. Nasze drogi się rozeszły, jak każdego piłkarza. Teraz poznajemy się na nowo. On się zmienił jako piłkarz, ja się zmieniłem jako bramkarz. Na razie ta współpraca nam wychodzi. Obaj jesteśmy doświadczonymi zawodnikami. Wiemy, czego się od nas oczekuje i staramy się wykonywać swoją pracę na boisku jak najlepiej.

- Kiedy pojawiła się szansa, żeby wyjechać do Grecji? Jak Pan wspomina krótki pobyt w zespole AÓ Panserraikos Serres?

- Jeżeli chodzi o ten wyjazd to powiem, że wyglądało to na zasadzie wyjechałem, zobaczyłem i wróciłem. Nie zastałem tam niczego rewelacyjnego, dlatego nie było sensu zostawać tam dłużej. Moje wyobrażenia o grze w Grecji były trochę inne. Pół roku, które tam spędziłem w zupełności wystarczyło, żeby przekonać się, że nie ma sensu przebywać tak daleko od rodziny i znajomych, a do tego nie mieć z tego właściwie żadnych znaczących profitów. W polskiej lidze radziłem sobie dobrze, więc postanowiłem wrócić.

- Czy pojawiały się inne propozycje gry poza granicami kraju, na przykład z lig zachodnich?

- Konkretnych propozycji nigdy nie miałem. Każda propozycja musi być w jakiś sposób uzasadniona, wszystko musi mieć jakiś cel i sens. Zdecydować się na przenosiny po to tylko, żeby wyjechać z kraju, to nie ma żadnego sensu.

- Jak Panu podoba się Bydgoszcz, którą zastał Pan po dziesięciu latach od ostatniego pobytu w Zawiszy?

- Lubię to miasto. Znam je właśnie z okresu gry w Zawiszy, więc bardzo łatwo się zaaklimatyzowałem, przypomniałem sobie wszystkie zawiłości komunikacyjne. Powstało kilka nowych galerii, duże kino. Ogólnie uważam, że wyładniało to miasto. Podkreślam jednak, że jest to przede wszystkim moje miejsce pracy. Jeżeli chcę iść się zrelaksować, wypić kawę, jest bardzo ładny rynek w centrum miasta, gdzie można odpocząć.

- Szybko stał się Pan ulubieńcem kibiców Zawiszy SA. Zdecydowanie przewodził Pan w głosowaniach na gracza tygodnia. Czy to dodatkowo motywuje czy powoduje zwiększenie presji na Panu?

- Krytyków, i to bardzo mocnych, mam w domu – to są moi synowie. To dla nich gram. Nie chcę przynieść im wstydu. Lubię grać także dla ludzi, którzy przychodzą na stadion i spędzają blisko dwie godziny, nierzadko w fatalnych warunkach atmosferycznych, i dopingują nas. Za to należy im się szacunek. Nie mogę pozwolić sobie, żeby ich lekceważyć. Jestem tylko człowiekiem, więc błędy są nieuniknione, aczkolwiek staram się ich nie popełniać.

- Jest Pan jednym z tych zawodników, którzy są w Zawiszy Bydgoszcz SA od początku istnienia tego klubu w grodzie nad Brdą. Jakby Pan ocenił wsparcie kibiców, zestawiając pierwsze mecze rundy rewanżowej ubiegłego sezonu i te, które gracie już w nowym sezonie?

- Kibice są sensem gry w piłkę nożną. Przychodzą na stadion i chcę zobaczyć z naszej strony walkę, zaangażowanie i determinację. To staramy się pokazywać i grać dla nich. Ten doping ewoluuje z meczu na mecz. Cieszę się, że na stadion przychodzi coraz więcej osób. Doping jest coraz bardziej spontaniczny i żywy. Niektórzy uważają, że jest to forma presji. Ja tak nie uważam, ponieważ wsparcie na tym stadionie jest coraz bardziej słyszalne i bardzo nam to pomaga w grze.

- Macie świetny początek sezonu. W dziewięciu spotkaniach zaledwie jedna porażka w meczu z legnicką Miedzią. Myślicie powoli o tym, że do Bydgoszczy może zawitać ekstraklasa?

- Do tego jeszcze długa droga. Czy awansujemy do Orange Ekstraklasy – okaże się w czerwcu. W II lidze występuje 18 zespołów i każdy walczy o jak najlepszą pozycję. Porażki są wkalkulowane w ten sport. Zdarzyło się spotkanie, w którym nie potrafiliśmy strzelić rywalom bramki i stąd ta minimalna porażka. Uważam jednak, że wszyscy koledzy pozostawili sporo zdrowia na boisku i ten mecz nie był w naszym wykonaniu zły.

- Rozegrał Pan ponad 170 meczów w ekstraklasie, jest Pan bardzo doświadczonym zawodnikiem. Czy jest rzecz, której w swojej przygodzie z piłką nożna Pan żałuje?

- Nie ma takiej rzeczy. Jestem bardzo zadowolony z tego, co osiągnąłem. Jednym z moich marzeń było wystąpić na boiskach pierwszej ligi – udało się to marzenie zrealizować. Nie żałuję też tego, że nigdy nie stanąłem w reprezentacyjnej bramce. Wychodzę z założenia, że mi w życiu udało się bardzo dużo. Mam wielu kolegów, z którymi grałem w piłkę nożną. Oni nie grają, a ja tak. Wybrali inny kierunek w życiu, ja zdecydowałem się na uprawianie sportu zawodowo. Najwspanialsze jest właśnie to, że za moją pasję i hobby ludzie jeszcze mi płacą.

- Czy Pana synowie będą chcieli iść w Pana ślady i zostać piłkarzami?

- Moja rodzina jest bardzo usportowiona i ruch odgrywa w naszym życiu sporą rolę. Moi synowie mają dopiero 8 i 5 lat, więc absolutnie ciężko mi jest wyrokować, czy zdecydują się na co się w przyszłości zdecydują. Starszy syn Kacper znakomicie pływa, młodszy – Dawid chce we wszystkim naśladować starszego. Chodzą również na treningi piłkarskie. W tym wieku nie należy ich absolutnie na nic ukierunkowywać.

- Jak Pan wspomina swoją rodzinną miejscowość – Sławno?

- Wspaniale się tam mieszka. Spokojne, liczące 15 tysięcy ludzi miasteczko. Zajeżdżam tam do rodziny, kiedy tylko mam trochę czasu. Nadal mieszkają tam moi rodzice. Mam tam wielu kolegów i znajomych. Natomiast moja rodzina mieszka na stałe w Lublinie.

- Jak przekłada się częsta rozłąka z rodziną na motywację w grze?

- Dodatkowo mnie to motywuje. Nie chcę marnować czasu poświęcanego rodzinie na jakieś nieodpowiednie zachowania czy błędy bramkarskie. Dlatego staram się wykonywać swoją pracę jak najlepiej. Staram się widzieć z rodziną przynajmniej raz w tygodniu. Po meczu jadę do Lublina pobawić się z dziećmi, pograć z nimi w piłkę. Odpoczynek psychiczny jest bardzo ważny, musi być odskocznia od piłki nożnej. Nie można żyć samą pracą.

- Czy chciałby Pan wystąpić z którymś z synów na boisku podczas meczu?

- Nie przywiązuje do tego dużej wagi. Podkreślam, że chcę im dać szansę wyboru przyszłości. Jeżeli podejmą ich zdaniem słuszną decyzję, co chcą robić w życiu, ja im będę starał się pomóc w realizacji tego. Chcę pokazać im możliwie najwięcej życiowych rozwiązań, ale ostateczna decyzja będzie należała do nich.

- Myślał Pan nad sprowadzeniem rodziny do Bydgoszczy?

- Łatwiej jest mi dojechać do Lublina niż sprowadzać ich tutaj i zmieniać diametralnie cały ich świat. Jeśli chodzi o synów, to mają już powoli swoje życie. Jak wspominałem, Kacper trenuje w sekcji pływackiej. Nie miałoby sensu burzenie ich poukładanego świata. Zresztą nawet zawodnicy, którzy mieszkają z rodzinami tutaj, nie mają zbyt wiele czasu dla rodziny. Mamy po dwa treningi dziennie, więc tego czasu jest bardzo mało. To jest moje miejsce pracy. Na razie jestem związany kontraktem jeszcze przez jeden rok i przeprowadzka z jednego końca Polski na drugi mijałaby się z celem.

- Myślał Pan, aby po zakończeniu kariery wrócić w rodzinne strony i zostać tam trenerem w Sławie Sławno?

- Podjęliśmy decyzję, że naszą kilkuletnią przystanią będzie obecnie Lublin. Koronnym argumentem było oczywiście dobro dzieci. Jeżeli syn będzie kontynuował swoją pasję do pływania, pozostaniemy tam, gdzie będzie miał dobre warunki do uprawiania tego sportu. Będziemy mieszkali tam, gdzie oni będą mogli realizować swoje życiowe ambicje, bo to dla nich pomału się żyje. Chciałbym pograć jeszcze kilka lat, o ile zdrowie pozwoli, ale zdaję sobie sprawę, że moja piłkarska przygoda jest już bliżej swojego końca, stąd decyzja o tym, żeby myśleć mocniej o rozwoju naszych synów.

- Czy synowie mają jakichś swoich idoli?

- Kacper ze względu na uprawiany sport orientuje się, kto jest obecnie w pływackiej światowej czołówce. Zna też zawodników z polskiej ligi. Natomiast nigdy nie zmuszałem żadnego z chłopców, żeby interesowali się czymś, na przykład piłką nożna, na siłę, przez wzgląd na uprawiany przeze mnie zawód. Wiedzą, jaką wykonuję pracę i zdają sobie sprawę z faktu, że nie jest to łatwy chleb.

- W jaki sposób spędza Pan wolny czas?

- Nie mam zbyt wiele wolnych chwil. Lubię odpoczywać na łonie natury, kiedy tylko mogę staram się poświecić mój czas rodzinie. Prowadzę spokojne, normalne życie pozazawodowe. Lubię przeczytać dobrą książkę. Gatunek nie ma znaczenia. Lubię czytać książki Roberta Ludluma czy Fredericka Forsytha. Jeśli chodzi o film, gatunek również nie odgrywa tu znaczącej roli. Lubię oglądać bajki z dziećmi, bo obecnie produkowane są naprawdę świetne filmy animowane. Czasami wybiorę się z żoną do kina na melodramat. Słucham wielu gatunków muzycznych. Muzyka, którą serwują radia w Bydgoszczy, bardzo mi odpowiada. Nie mam ulubionego wykonawcy.

- Na zakończenie jeszcze chcielibyśmy zapytać o przyszłość w Zawiszy SA. Czy gdybyście awansowali do ekstraklasy, chciałby Pan pozostać w mieście nad Brdą?

- Nie do mnie należy taka decyzja. Jestem piłkarzem zawodowym i nie mogę zgłaszać akcesu do pozostania w zespole. Jeżeli władze klubu będą zainteresowane zatrudnianiem takiego piłkarza jak Robert Mioduszewski, a kibice będą chcieli mnie oglądać, to oczywiście jestem do dyspozycji.

- Dziękujemy za rozmowę.

- Dziękuję.

Rozmawiali: Piotr Młynarczyk i Eryk Dominiczak


DODANO: 2006-09-18 17:05
AUTOR: Redakcja
TAGI: ...,
KATEGORIA Wywiady

Komentarze i opinie są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników i nie odzwierciedlają w żaden sposób punktu widzenia redakcji i wydawcy portalu SportowaBydgoszcz.pl Tym samym redakcja i wydawca nie ponoszą odpowiedzialności za treść zamieszczanych opinii i komentarzy.

Czytelnikom portalu SportowaBydgoszcz.pl zabania się publikowania treści sprzecznych z prawem, treści zawierających wulgaryzmy, czy też słów powszechnie uważanych za obelżywe. Niedopuszczalne jest także umieszczanie odnośników do innych stron, treści zawierających przekazy reklamowe, danych osobowych lub teleadresowych łącznie z adresami e-mail.

Redakcja SportowejBydgoszczy zastrzega sobie prawo do usuwania treści o których mowa powyżej.



2005 - 2012 © Sportowa Bydgoszcz :: created by houres.net ::