

Notowani przed tą kolejką na jedenastej pozycji piłkarze Rakowa Częstochowa wyruszali do Bydgoszczy z jasno określonym celem: bronić własnej bramki i wyjechać z grodu nad Brdą z przynajmniej jednym „oczkiem”. Zadanie gracze spod Jasnej Góry wykonali, bowiem spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem. Ogromna w tym „zasługa” gospodarzy, którzy nie potrafili wykorzystać słabości cofniętych do głębokiej defensywy rywali i na potęgę marnowali dogodne sytuacje strzeleckie.
Już w pierwszej połowie niebiesko-czarni mogli prowadzić kilkoma bramkami. Ich dominacja uwidoczniła się już w pierwszym kwadransie rywalizacji. Sygnał do ataku dał w 10 minucie Rafał Piętka, a dwie minuty później w jego ślady próbował pójść Marcin Sobczak. Zarówno te próby, jak i strzał Marcina Tarnowskiego z 20 minuty (tuż ponad poprzeczką z ok. 20 metrów) nie zakończyły się jednak kapitulacją bramkarza gości Tomasza Laskowskiego. 31 minuta przyniosła kolejną okazję Tarnowskiego, który był zdecydowanie najjaśniejszym punktem Zawiszy w pierwszych 45 minutach. Niestety i tym razem byłemu zawodnikowi Unii Janikowo zabrakło nieco precyzji.
Na sześć minut przed końcem premierowej odsłony meczu popularny „Tarnoś” stanął przed kolejną szansą na wprowadzenie swojego zespołu na prowadzenie. Uruchomiony na lewym skrzydle rozgrywający Zawiszy, popędził z piłką kilka metrów po czym kropnął silnie w swoim stylu zmuszając Laskowskiego do ogromnego wysiłku. Golkiper Rakowa przeniósł futbolówkę ponad poprzeczką, za co zebrał od kolegów zasłużone gratulacje, a od dwustuosobowej grupy kibiców z Częstochowy – gromkie brawa. Była to jedna z niewielu okazji do nagrodzenia w ten sposób podopiecznych Roberta Olbińskiego. Przyjezdni skupiali się bowiem głównie na defensywie, a pojedyncze próby sforsowania muru obronnego bydgoszczan kończyły się przed linią ich pola karnego. „Mając w pamięci nasze ostatnie spotkania, patrzyłem z optymizmem na mecz z Zawiszą. Ten pokazał jednak, jak daleko nam jeszcze do czuba tabeli.” – przyznał trener Olbiński.

Marcin Tarnowski kilkakrotnie zaprezentował dzisiaj jedną ze swych najgroźniejszych broni - strzały z dystansu. Żaden z nich nie zakończył się jednak powodzeniem. / Fot. archiwum
W drugiej połowie ton grze w dalszym ciągu nadawali gracze Mariusza Kurasa. Efektem dominacji były kolejne próby niepokojenia Tomasza Laskowskiego. Jedna z nich miała miejsce w 55 minucie batalii. Piętka pięknym podaniem uruchomił w polu karnym Sobczaka, który mimo dogodnej pozycji nie potrafił znaleźć recepty na pokonanie bramkarza częstochowian. Wypożyczony z Ruchu Chorzów zawodnik nie miał w sobotnie popołudnie najlepiej nastawionego celownika. Podobnie było w przypadku drugiego z napastników, dotychczasowego jokera w talii trenera Kurasa - Jacka Magdzińskiego. 23-latek, który pod nieobecność pauzującego za kartki Szymona Maziarza otrzymał szansę gry od początku spotkania, przebywał na murawie jedynie do 70 minuty. Decyzją Mariusza Kurasa zastąpił go Jakub Bojas.
Wspierani przez swoich fanów głośnym dopingiem gracze spod Jasnej Góry nie kwapili się do zdecydowanych szarż na bramkę Andrzeja Witana. Jedyną klarowną sytuację, jaką sobie stworzyli zmarnował w 72 minucie Tomasz Foszmańczyk. Próbę interwencji podjęli co prawda bydgoscy defensorzy, jednak dopuścili do oddania strzału, który nieznacznie minął słupek. Ze strony niebiesko-czarnych swoje szanse miał jeszcze m.in. Lilo (dwa niebezpieczne uderzenia z dalszej odległości), ale nawet Brazylijczykowi nie było dane świętować zwycięskiego trafienia. „ Bardzo chcieliśmy dzisiaj wygrać. Żałuję, że nie udało się wykorzystać zwłaszcza sytuacji z pierwszej połowy. Często brakowało nam także dobrego ostatniego podania. Chłopcy walczyli i bardzo chcieli zwyciężyć, skończyło się jednak remisem. Szkoda, bowiem mieliśmy szansę odskoczyć trochę grupie pościgowej.” – podsumował Mariusz Kuras. „Cieszę się, że ten mecz już się skończył. To bardzo szczęśliwy remis.” – dodał krótko jego częstochowski kolega.
18. kolejka II ligi (grupa zachodnia)
Zawisza Bydgoszcz – Raków Częstochowa 0:0
Zawisza: Witan – Łukaszewski, Dąbrowski, Stefańczyk, Warczachowski (85’ Szal) – Piętka (65’ Kozłowski), Szczepan, Lilo, Tarnowski – Magdziński (70’ Bojas), Sobczak
Rezerwowi (nie zagrali): Gajewski, Cuper, Midzierski, Brzeziński
Raków: Laskowski – Kowalczyk, Mizgajski, Pietroń (88’ Świerk), Pluta – Mastalerz, Orzechowski, Foszmańczyk, Gliński – Zachara, Stefański (69’ Brondel)
Rezerwowi (nie zagrali): Bruś, Gereza, Jankowski, Gajos, Nocuń
Żółte kartki: Łukaszewski, Kozłowski, Szczepan, Sobczak (wszyscy Zawisza)
Sędziował: Maciej Mikołajewski (Lubuski ZPN)
Widzów: ok. 3000 (w tym ok. 200 z Częstochowy)
Maciej Pietrzyk