

Dla wiceprezesa ds. sportowych WKS Zawisza Bydgoszcz SA Piotra Burlikowskiego rozpoczął się okres wzmożonej działalności. Podczas gdy piłkarze od początku grudnia odpoczywają po jesiennej części sezonu 2009/2010, on zarzuca menedżerskie sieci, aby wzmocnić kadrę drużyny prowadzonej przez Mariusza Kurasa. O finansach na ten cel i pierwszych efektach pracy pytaliśmy Burlikowskiego we wtorkowy wieczór.
- Prysły równocześnie Pana obawy o możliwości niewykonania zakładanego budżetu 4,5 miliona złotych na sezon 2009/2010?
- Chciałbym rozgraniczyć tutaj kwestię całego budżetu, za który odpowiada prezes Michał Gliński, od budżetu płacowego i transferowego. Te ostatnie były przedmiotem moich rozmów z włodarzami miasta jako większościowymi akcjonariuszami w spółce. W tym zakresie nasze negocjacje zakończyły się sukcesem. Jak już wspomnieliśmy, będą większe pieniądze dla Zawiszy na ten cel w nachodzących miesiącach.
- Czyli widmo Pana rezygnacji z zajmowanego stanowiska również się rozmyło?
- Swoją deklarację złożoną w ubiegłym tygodniu przy okazji spotkania z radnymi z komisji pojednawczej do spraw Zawiszy podtrzymuję. Nie jestem tutaj dla stanowiska, ale po to, aby zrobić coś dobrego dla Zawiszy. Kiedy obejmowałem swoje stanowisko w spółce mówiłem, że jestem ponad toczącą się tutaj wojną. Moim zadaniem od początku jest jak najlepsze zajmowanie się aspektem sportowym w spółce. Dla mnie Zawisza jest dobrem najwyższym. Dlatego, jeśli to w jakikolwiek sposób miałoby pomóc klubowi, jestem gotowy opuścić fotel wiceprezesa.
- Na razie chyba nie ma takiej konieczności, bowiem w klubie pojawił się pierwszy nowy piłkarz - Marcus da Silva...
- Potwierdzam, podpisaliśmy z nim półroczny kontrakt z opcją przedłużenia na kolejne dwa lata.
- Od początku wokół pozyskania Brazylijczyka rozpętałą się burza. Prezes Zdroju Ciechocinek Jerzy Tomaszewski poinformował o zawieszeniu zawodnika w jego prawach, a Zawiszy zarzucił niepoinformowanie o chęci jego pozyskania i oficjalnym zaproszeniu na testy...
- Zaprzeczam informacjom rozpowszechnianym przez prezesa Tomaszewskiego, z którym de facto dzisiaj (rozmowa przeprowadzona we wtorek - dod.red.) rozmawiałem. Marcus da Silva nie uczestniczył w żadnym treningu Zawiszy, nie było również konieczności zapraszania go na testy. Ponadto, nie musimy informować klubu o chęci jego pozyskania, bowiem jego umowa ze Zdrojem dobiega końca 31 stycznia 2010 roku. Zgodnie z prawem, każdy zawodnik może na pół roku przed końcem kontraktu szukać sobie nowego pracodawcy. W przypadku da Silvy właśnie tak jest. Co do zawieszenia - to już kolejny raz, gdy spotykam się z podobną praktyką w mojej pracy. Działacze często w tej sposób wyrażają swoje niezadowolenie z nieuzyskania oczekiwanej kwoty transferowej. Prezesowi Tomaszewskiemu nie udało się sprzedać tego zawodnika, więc postanowił go zawiesić. W Polskim Związku Piłki Nożnej są jednak odpowiednie organy, które powinny reagować na tego typu działania.
- Odnosząc się do działań w Zawiszy - na jakim etapie są rozmowy w sprawie transferu innego gracza z Brazylii - Lilo?
- Aktualnie decyzja należy wyłącznie do samego zawodnika. Musi on teraz określić, w którym klubie będzie chciał występować od 1 stycznia. Z tego, co wiem, Lilo nadal waha się nad tym wyborem. Poza Ruchem Chorzów, którego jest piłkarzem, i Zawiszą, w grze pozostaje jeszcze Zagłębie Sosnowiec.
- Czyli Ruch i Zawisza porozumiały się w sprawie kwoty odstępnego za tego gracza?
- Dokładnie tak, wspomniane kwestie zostały rozstrzygnięte.
- Jaka jest zatem kwota, którą Zawisza będzie musiał - w przypadku chęci zatrzymania Lilo - przelać na konto chorzowskiego klubu?
- Tego, niestety, nie mogę ujawnić.
rozmawiał Eryk Dominiczak / Sportowa Bydgoszcz