

Chemik Bydgoszcz w 2009 roku znalazł się na dwóch biegunach sportowej rywalizacji - w czerwcu opuścił grono III-ligowców, natomiast w rundzie jesiennej - już w IV lidze - mocno akcentował chęć powrotu na wyższy szczebel rozgrywek. Boiskowym świadkiem tych wydarzeń był Dawid Wrzos, który podsumowuje w rozmowie z nami minione dwanaście miesięcy w wykonaniu zespołu z Glinek.
- Czy, mimo oczywistego negatywnego wydźwięku spadku, można powiedzieć, że III-ligowy sezon rozwinął Ciebie jako piłkarza?
- Uważam, że każda minuta spędzona na boisku rozwija zawodnika. W dodatku wiadomo, że im wyższy poziom rozgrywek, tym większe wymagania.
- Zatem łatwiej Tobie, mając doświadczenia wyniesione z wyższej klasy rozgrywkowej, operować na IV-ligowych boiskach?
- Nie chcę nikomu nic ujmować ani dodać, ale widzę ogromną przepaść między trzecią a czwartą ligą. Zarówno w rozgrywaniu meczów, jak i poziomie sędziowania. W trzeciej lidze grają już zespoły zdyscyplinowane taktycznie, poukładane pod wieloma względami. Na naszym szczeblu nie wszędzie tak to funkcjonuje.
- Dwa półrocza Chemika na różnych szczeblach rozgrywek to także możliwość współpracy z dwoma szkoleniowcami: Piotrem Gruszką oraz Włodzimierzem Koreckim. Nastąpiły jakieś znaczące zmiany w procesie treningowym i taktyce po odejściu tego pierwszego?
- Myślę, że gruntownych zmian nie było. Obydwaj trenerzy spędzili w Chemiku dużo czasu, zarówno jako zawodnicy, jak i trenerzy. Trener Korecki po raz pierwszy prowadzi zespół seniorów i jestem bardzo zadowolony ze współpracy z nim. Jest młodym i ambitnym szkoleniowcem i myślę, że może wiele osiągnąć w tym fachu. Również Piotr Gruszka zasługuje na ciepłe słowa - jak widać, nieźle radzi sobie w gdańskiej Lechii.
- Pod wodzą Koreckiego po rundzie jesiennej IV ligi zajmujecie pozycję wicelidera. Czy całkowicie odzwierciedla to wasze możliwości i dyspozycję w pierwszej połowie obecnego sezonu?
- Nikt chyba nie spodziewał się, że najmłodsza drużyna w IV lidze będzie tak wysoko w tabeli. Wielu obserwatorów regionalnego futbolu widziało nas w środku tabeli, jednak my udowodniliśmy, że piłka jest grą nieprzewidywalną i żadnego zespołu nie można przekreślać na początku rozgrywek. Czy jesteśmy zadowoleni z drugiej lokaty? Zawsze może być jedno "oczko" wyżej. (uśmiech)
- Czyli Unia Solec Kujawski nie jest obecnie poza zasięgiem?
- Myślę, że nie. W tej lidze każdy może wygrać z każdym. Nam udało się wywieźć z Solca w tej rundzie trzy punkty po naprawdę dobrym meczu. Jednak w trakcie rozgrywek pogubiliśmy trochę punktów i to czasami w zbyt łatwy sposób. W ten sposób tylko do siebie możemy mieć pretensje o to, że nie my zasiadamy na fotelu lidera, ale właśnie Unia...
- ...która jednak po dwóch porażkach na początku sezonu spisuje się rewelacyjnie i ma nad Chemikiem siedem punktów przewagi. Sądzisz, że wystarczy wam czasu do nadrobienia tego dystansu?
- Nie chcę dywagować, co by było, gdyby... My w każdym meczu staramy się grać o zwycięstwo, a co nam ta strategia przyniesie? Przekonamy się w czerwcu. Pamiętam, że w poprzednim sezonie Notecianka Pakość miała po jesieni ogromną przewagę w IV lidze nad wszystkimi rywalami, a o awans musiała walczyć do ostatniej serii spotkań.
- Trener Korecki w jednym z wywiadów powiedział, że obraliście sobie w tym sezonie jeden nadrzędny cel. Nie wspomniał jednak - jaki?
- Tak, to prawda. Wspólnie z naszym szkoleniowcem obraliśmy sobie go i wspólnie do niego dążymy. Jaki to cel i czy osiągnęliśmy - o to proszę pytać po zakończeniu sezonu.
- W obliczu niezłego wyniku sportowego sporym problemem wydaje się infrastruktura piłkarska klubu...
- Faktem jest, że stadion Chemika nie należy do wizytówek miasta. Jednak w planie jest budowa kameralnego stadionu z pełnym zapleczem sportowym. W ostatnim czasie, jak informowały media, klub otrzymał dużą dotację z miasta na wybudowanie pełnowymiarowego boiska piłkarskiego ze sztuczną nawierzchnią. To w znacznym stopniu poprawi warunki treningowe, jak i bytowe sekcji.

Dawid Wrzos zarówno w trzeciej, jak i czwartej lidze należy do podstawowych zawodników Chemika Bydgoszcz. Jesienią pełnił funkcję kapitana drużyny. / fot. archiwum
- Uważasz, że wspomniana inwestycja może być jednym z czynników, który pozwoli zatrzymać na Glinkach niektórych graczy i zastopować "wielką emigrację", którą w Chemiku można zaobserwować co kilka miesięcy?
- W jakimś stopniu na pewno tak. Równocześnie, nie uważam, żeby w klubie panowały złe warunki. Mamy do dyspozycji halę, siłownię, basen, a w niedługim czasie powstanie drugie w Bydgoszczy pełnowymiarowe boisko ze sztuczną nawierzchnią. Wobec tego, nie ma naprawdę na co narzekać. Wydaje mi się, że kluczową przyczyną tych "emigracji" są finanse.
- Finanse - według Twojej opinii bardziej ilość aktualnie dostępnych czy ich brak?
- Jak wiadomo, pieniędzy w żadnym klubie nie jest zbyt wiele. W dobie kryzysu o pozyskanie strategicznego sponsora jest bardzo trudno, dlatego klub kilka razy ogląda każdą złotówkę, zanim ją wyda.
- Szef komisji rewizyjnej klubu Michał Sztybel stwierdził, że sytuacja finansowa jest stabilna, a rok 2009 BKS Chemik zakończy z bilansem dodatnim. Piłkarze dostają zatem pieniądze na czas?
- Poproszę następne pytanie...
- Idąc śladem spraw finansowych, ale jednocześnie zahaczając o sportowe - pojawiają się informacje o zainteresowaniu ze strony innych klubów kilkoma zawodnikami Chemika, w tym Damianem Rysiewskim czy Dawidem Paczkowskim (byli oni testowani przez Lechię Gdańsk oraz GKS Bełchatów - przyp. red.). Obawiasz się, że kolejna tura zmian kadrowych może pokrzyżować wam plany na rundę wiosenną?
- Każda zmiana kadrowa wymusza na trenerze budowanie czegoś od początku, poukładanie taktyki. Korekty w składzie mogą zaburzyć tok przygotowań do sezonu. Jeśli chodzi o wymienioną dwójkę - mają oni naprawdę ogromny potencjał, aby w przyszłości stać się dobrymi zawodnikami i zaistnieć w polskiej piłce. Damian Rysiewski w ostatnim czasie dostał powołanie do kadry narodowej do lat 18, czego mu gratuluję.
- Kapitan zespołu nie zamierza jednak opuszczać okrętu i wiosną nadal będzie reprezentował barwy Chemika?
- Ja już latem postanowiłem, że zostanę w Chemiku, gdyż wydaje mi się, że jeśli nie udało nam się utrzymać w III lidze, to miło byłoby tam szybko wrócić. Niestety, po sezonie zespół praktycznie się rozleciał. Zostało tylko kilku zawodników, do których dołączyła spora grupa młodych graczy. Wówczas postanowiliśmy wszystko stworzyć od podstaw. Zostałem wybrany kapitanem i opcja mojego odejścia nie wchodzi w grę, pomimo kilku propozycji. Czuję się tu dobrze i do końca rozgrywek na pewno zostanę w klubie z Glinek.
- Zanim jednak 4 stycznia zaczniecie przygotowania do wiosennego rejsu w IV lidze, masz do dyspozycji jeszcze kilka dni wolnych. Jak zamierzasz je spędzić?
- Wspólnie z moją dziewczyną, Dorotą, planujemy kilkudniowy pobyt w Pradze, aby tam powitać nowy rok.
- Nowy rok, który chciałbym, aby...
- Był dla mnie przełomowy zarówno pod względem prywatnym, jak i sportowym. Korzystając z okazji chciałbym wszystkim Czytelnikom Sportowej Bydgoszczy najlepsze noworoczne życzenia - aby wasze marzenia nie były tylko snem, ale w 2010 roku stały się rzeczywistością.
rozmawiał Eryk Dominiczak / Sportowa Bydgoszcz