Świat według Kaników

Gwizdek końcowy. Piłkarze schodzą do szatni. Rezultat, delikatnie mówiąc, miażdżący - 5:0. Tyle właśnie wygrywa w popularnym symulatorze piłkarskim Atletico Madryt dowodzone przez braci Kaników: Pawła, Radka i Przemka z moim Ajaksem Amsterdam. W tym przypadku potwierdziła się zasada, że - podobnie jak w życiu - nie wystarczy znać zasady. Przede wszystkim trzeba umieć grać...
ERYK DOMINICZAK
Paweł (rocznik 1986),
Radek (rocznik 1989) i
Przemek (rocznik 1990) - to trzej z pięciu synów pani
Marii Kanik. Wszyscy od młodości zostali zarażeni wirusem piłki nożnej. Skutecznego antidotum na tę mutację nie znaleziono. I słusznie. Paweł jest na dobrej drodze do dołączenia do kadry I-ligowej Wisły Płock (nastąpi to prawdopodobnie latem), a Radek po pobycie w Zawiszy Bydgoszcz zdecydował się na wypożyczenie do Victorii Koronowo. Jej barwy w rundzie wiosennej III ligi będzie reprezentował wspólnie ze starszym bratem, najskuteczniejszym - 12 bramek - napastnikiem drużyny prowadzonej przez
Macieja Karabasza. Najmłodszy Przemek - przebywał kilka miesięcy temu w rezerwach Zawiszy. Nie sprawdził się, długa przerwa w treningach zrobiła swoje. Gra obecnie w piłkarskich "szóstkach", choć przyznaje, że chętnie wróciłby do rywalizacji na dużym boisku.
Trzy piłkarskie żywioły
Każdy z braci prezentuje zupełnie inny temperament. Paweł to wulkan energii, wszędzie jest go pełno. Przekłada to na przebojowość na boisku, która na pozycji napastnika przydaje się w wyjątkowy sposób. "Właśnie swoimi walorami motorycznymi zwrócił moją uwagę, gdy kilka lat temu obejmowałem posadę szkoleniowca w A-klasowej Gwieździe Bydgoszcz." - mówi trener Karabasz, który współpracuje z zawodnikiem również w Koronowie.
Radek to inny typ. Zarówno zawodnika, jak i człowieka. Dużo spokojniejszy od Pawła, pragmatyk, twardo stąpający po ziemi. Chce łączyć swoją edukację - aktualnie studiuje ekonomię - z grą w piłkę nożną. Podkreśla przy tym, że futbol pozwolił mu się zmienić. "Dzięki niemu przestałem być nieśmiałym człowiekiem. Nabrałem pewności siebie." - mówi.
Najbardziej zamknięty w sobie wydaje się Przemek. Mówi mało, na pytania odpowiada lakonicznie, choć gdy poruszamy tematy stricte związane z piłką nożną ożywia się. "Młody, spokojnie!" - stara się zrelaksować brata Paweł, gdy widzi jego zdenerwowanie podczas naszego pierwszego spotkania. Początkowo rozmowa z niespełna 20-letnim chłopakiem nie jest łatwa. Jest wyraźnie zdenerwowany, gdy wspomina swoje pierwsze kroki w piłce nożnej. Później jest już dużo lepiej. Przemek z minuty na minutę nabiera pewności. To dobry znak. Krzepiąca rola Pawła przydaje się. "I am what I am" (z ang. Jestem, jaki jestem) - głosi tatuaż z jednego z jego przedramion. "Po prostu, nie chcę się dla nikogo zmieniać." - wyjaśnia.
Dyplom z życia
Dla rodziny jednak był - i jest - w stanie poświęcić bardzo wiele, by nie powiedzieć - wszystko. Okoliczności rodzinne zmusiły go do podejmowania niełatwych decyzji. Dla człowieka w młodym wieku - wręcz bardzo trudnych. "Ojciec (
Janusz) zmarł w 1993 roku, gdy miałem zaledwie siedem lat. W domu było ciężko, więc chciałem jak najszybciej pomóc finansowo." - opowiada. O tacie nie zapomina - gdy, próbując dotrzeć na ulicę Wolną (pierwsze bydgoskie mieszkanie rodziny Kaników), mijamy cmentarz przy ulicy Piastowej, Paweł ściąga czapkę i robi znak krzyża. Niedaleko, na Sielskiej, znajduje się boisko, na które chodził z ojcem jako kilkuletni chłopiec. "Zabieraliśmy przy okazji pół osiedla." - dodaje z lekkim uśmiechem.
Wiara w życiu Pawła pełni ważną funkcję. Nieprzypadkowo kolejny z jego tatuaży prezentuje napis "Vaya con Dios" (z hiszp. Idź z Bogiem). Napis wiąże się również z wiarą w ludzi. "Identyczny zrobił sobie także Marcin, którego poznałem, gdy mieszkaliśmy na Wolnej. Do dzisiaj jest moim najbliższym przyjacielem. Można śmiało powiedzieć, że jest mi jak brat." - podkreśla.
Lata młodości Paweł musiał dzielić między boiskiem a szukaniem sposobu na zarabianie pieniędzy. "Kosztowało mnie to wiele wyrzeczeń." - zaznacza, spoglądając na mnie porozumiewawczo. Rozumiem doskonale. Reszta jest milczeniem...
Dzięki swojemu uporowi, po części wynikającego z niemal góralskiego charakteru (nie ma w tym cienia przesady, wszak Paweł urodził się w Łodygowicach koło Żywca), rodzina Kaników po kilku latach stanęła na nogi. "Dzięki temu, że brat wspierał nas finansowo, my mogliśmy skupić się na naszej edukacji." - potwierdza Radek.
Przeszłość i dziś
Życie każdego z trzech braci toczyło się zawsze dwutorowo. Paweł łączył pracę z piłkarską pasją, a młodsi bracia w miejsce pierwszej wstawiali szkołę. Tam też na dobre rozpoczęła ich się przygoda z piłką przy nodze. Choć nie tylko. Radek, który jako swój główny atut wskazuje wydolność, w zawodach szkolnych biegał długie dystanse. Wywalczył nawet wicemistrzostwo Bydgoszczy. "W pewnym momencie pojawiła się nawet propozycja, abym trenował lekką atletykę w Zawiszy, ale odmówiłem" - tłumaczy. Wybrał futbol. Podobnie jak Przemek (również długodystansowiec z niezłymi wynikami w serii Lekkoatletyczne Czwartki) oraz Paweł (mimo nie najlepszych parametrów - 175 cm wzrostu - miał chociażby koszykarski epizod w Astorii).
Pawłowi piłka nożna zaczęła przynosić pierwsze sukcesy w miarę szybko. W 2001 roku sięgnął po tytuł wicemistrza... świata piłkarskich drużyn salezjańskich. Występował również w kilku drużynach fordońskich, gdzie podnosił swoje umiejętności pod okiem
Benedykta Pawłowskiego czy
Wojciecha Bazarnika. W wieku juniora starszego trafił do AZS-u pod skrzydła
Zbigniewa Wojtowicza. "Miałem szczęście do trenerów, bowiem w każdym z nich widziałem również cząstkę ojca. Szkoleniowcy nierzadko byli twardzi, ale jednocześnie konsekwentni. Nierzadko wymiernie mi pomagali." - zaznacza.
Swojego sportowego "tatę", jak sam przyznaje, poznał w Gwieździe Bydgoszcz. Jest nim wspomniany już Maciej Karabasz, z którym Kanik trenuje nieprzerwanie od sezonu 2005/2006. Pod jego wodzą drużyna z Miedzynia awansowała w ciągu dwóch lat z A-klasy do IV ligi. "Mieliśmy również szanse na kolejny - tym razem do zreformowanej III ligi. Zabrakło nam czterech punktów." - przypomina Karabasz. Po objęciu posady w II-ligowej wówczas Victorii Koronowo zabrał bramkostrzelnego napastnika ze sobą. "Miał dalej uczyć się, bowiem trudno byłoby zakładać, że po takim przeskoku Paweł będzie wiodącą postacią w zespole." - tłumaczy opiekun koronowskiej jedenastki. Mimo to, Kanik strzelił siedem bramek w lidze (był najskuteczniejszym graczem Victorii), choć nie uratował swojej ekipy przed degradacją do III ligi.
Niewiele brakowało jednak, aby Paweł - grając w Gwieździe - porzucił swoją ukochaną dyscyplinę. "Były momenty zwątpienia. Można powiedzieć, że było ich kilka." - wraca pamięcią do wydarzeń sprzed kilku lat. Praca w piekarni, przeważnie na nocną zmianę, oraz treningi i mecze potęgowały zmęczenie młodego organizmu. "Zdarzało się, że spałem kilka dni z rzędu po trzy godziny. Kilkakrotnie po meczu czułem olbrzymie zmęczenie. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że coś trzeba zmienić." - mówi. Postawił wszystko na jedną kartę, a właściwie - piłkę. Dzisiaj tej decyzji nie żałuje...

Rodzinne zdjęcie - bracia (od lewej): Radek, Paweł i Przemek z mamą Marią.
Żałuje jej z kolei Przemek, który przy szczupłej budowie wyróżnia się wzrostem - 191 centymetrów. On jako jedyny spośród trójki nie trenuje obecnie w żadnym klubie. "Zraził się do twardej walki po urazach barków." - twierdzi pani Maria Kanik. W dzieciństwie dwukrotnie złamał obojczyk, a dodatkowo jeden z nich w późniejszym okresie mocno zbił. To wpłynęło na jego długi rozbrat w piłką. Czy wróci na pełnowymiarowe, trawiaste boisko? "Chciałbym, ale chyba jest już za późno." - odpowiada. Obecnie zamiast przyprawiać rywali o zawrót głowy (sam twierdzi, że jego największym atutem jest skuteczność), przyprawia... dania - jest uczniem technikum gastronomicznego. Planuje studia.
Radka tak poważne urazy omijały, choć jeden z nich przydarzył się w najmniej fortunnym momencie. "Walczyliśmy wówczas w półfinale mistrzostw kraju w kategorii juniorów starszych (finał rozgrywany jest w składzie czterozespołowym - przyp. red.). Z powodu kontuzji nie mogłem w nim wystąpić, czego mocno żałuję." - przyznaje. Zawisza po wyeliminowaniu w 1/4 finału Zagłębia Lubin (2:0 i 1:1) nie sprostał Ceramice Opoczno, z którą zremisował 1:1 oraz przegrał 1:2. Osiągnięcie nie uszło jednak uwadze działaczy bydgoskiego klubu, którzy zaproponowali utalentowanemu pomocnikowi kontrakt do 2011 roku. Obecnie, aby rozwijać się, zawodnik zgodził się na półroczne wypożyczenie do III-ligowej Victorii Koronowo. "Nie trenuje przy mnie zbyt długo, ale widzę u niego duże predyspozycje. Niemniej jednak, musi okrzepnąć w seniorskiej piłce i wzmocnić się, zarówno psychicznie, jak i fizycznie." - charakteryzuje 21-letniego gracza opiekun Victorii.
Everest ich marzeń
O swoich marzeniach mówią niechętnie. Nie dlatego, że ich nie mają. Po prostu, piłka nożna uczy pokory. "Zdarzały się pod moim adresem cierpkie słowa, ale zawsze motywowały mnie do wytężonej pracy." - nie ukrywa Radek. Również dla Pawła skromność jest cnotą, której nie należy rozmieniać na drobne.
W żartach przyznaje, że chciałby dołączyć do kadry któregoś z zespołów ligi angielskiej. Na razie jednak koncentruje się na grze w Victorii, bowiem zapalenie ścięgna Achillesa przeszkodziło mu w zimowym transferze do Wisły Płock. "Obecnie mam jeden cel - wyleczyć się, aby później nie ponosić konsekwencji kontuzji. Trener Jan Złomańczuk był zainteresowany moją osobą i mam nadzieję, że wiosną o mnie nie zapomni." - mówi. Wydaje się to niemożliwe. Zwłaszcza, że szkoleniowiec I-ligowca aż czterokrotnie obserwował jesienią niespełna 24-letniego snajpera. Zabrał go również na obóz przygotowawczy, a w finalizacji rozmów przeszkodził brak występu Pawła w jakimkolwiek sparingu. Oczywiście, z przyczyn zdrowotnych. "Pod względem profesjonalnego podejścia do piłki nożnej Paweł może uchodzić za wzór - trenuje indywidualnie, ma również swojego szkoleniowca od przygotowania fizycznego." - wylicza Maciej Karabasz. Pomóc w zmianie barw klubowych może również fakt, że w czerwcu kończy mu się kontrakt z koronowskim klubem.
Również dla Radka najbliższe miesiące będą bardzo istotne. Będzie musiał walczyć o miejsce w składzie Victorii, która - głównie poprzez osobę trenera Karabasza - mówi o powrocie na II-ligowy front. Strata do liderującej w grupie kujawsko-pomorsko-wielkopolskiej Polonii Nowy Tomyśl nie jest duża - wynosi cztery punkty. Radek zdaje sobie sprawę, że każdy mecz będzie dla niego istotnym kapitałem na przyszłość. Nic, tylko trenować...
Piłkarski świat braci Kaników to jedno, ale relacje rodzinne - które cementowały ich w trudnych momentach - to rzecz niemal święta. "Uważam, że miałem dobre dzieciństwo. Nie zawsze były pieniądze, ale była miłość. Mama robiła dla nas wszystko, co mogła." - wyraźnie podkreśla Paweł, a bracia z aprobatą kiwają głowami. "Jak tu nie być dumnym z takich chłopców?" - pyta pani Maria. Odpowiedzi nie oczekuje...
ERYK DOMINICZAK
* * * Sylwetki bohaterów reportażu * * *
PAWEŁ KANIK
ur. 20.09.1986 r. w Łodygowicach k/ Żywca
wzrost: 175 cm
waga: 70 kg
pozycja: napastnik
poprzednie kluby: UKS SP 44 Bydgoszcz, AZS Bydgoszcz, Gwiazda Bydgoszcz
aktualny klub: Victoria Koronowo
RADOSŁAW KANIK
ur. 18.02.1989 r. w Bydgoszczy
wzrost: 180 cm
waga: 71 kg
pozycja: pomocnik
poprzednie kluby: Zawisza SP 67 Bydgoszcz, Zawisza Bydgoszcz (juniorzy), Zawisza Bydgoszcz (seniorzy)
aktualny klub: Victoria Koronowo (wypożyczony z Zawiszy)

PRZEMYSŁAW KANIK
ur. 10.04.1990 r. w Bydgoszczy
wzrost: 191 cm
waga: 75 kg
pozycja: napastnik
poprzednie kluby: Zawisza SP 65 Bydgoszcz, Zawisza Bydgoszcz (juniorzy), Zawisza II Bydgoszcz
aktualny klub: brak
DODANO: 2010-03-04 21:00
AUTOR: Eryk Dominiczak
TAGI:
reportaż, Kanik, Paweł, Radosław, Przemysław, wywiad, zdjęcia, Victoria Koronowo, Maciej Karabasz, Zawisza Bydgoszcz, piłka nożna, Maria Kanik, Gwiazda Bydgoszcz, praca, treningi, Eryk Dominiczak, KATEGORIA Reportaże
Autor: Tom10 @ 2010-03-05 19:09:22
Szacunek dla Chłopaków, znam ich osobiście i cała prawda została ukazana w tym reportażu:) Powodzenia
Autor: ktoś @ 2010-03-07 10:12:52
Paweł, jeśli nie wykorzystasz swojej szansy to osobiście skopię ci tyłek:) stadiony Europy i Swiata przed Tobą-pamiętaj o tym!!! powodzenia