

No i zaczęło się. Z powodu przełożenia meczu Polonii z Unią Leszno na forach internetowych grzmi. Bo kim jest przecież były "jugol", aby przez niego odwoływać mecze polskiej ekstraligi.
Jurica Pavlic, który wystąpił z przełożonym z soboty na niedziele turnieju eliminacyjnym Indywidualnych Mistrzostw Świata Juniorów, to wzór do naśladowania. Pokazał, że nawet w ubogożużlowej Chorwacji można wybić się do żużlowej elity. Chce osiągać kolejne sukcesy w swojej karierze i jest jednym z głównym kandydatów do zdobycia medalu w zawodach juniorskiej elity światowej.
Jest też... ambasadorem żużla w swoim kraju, którego barwy zamierza godnie reprezentować, w przeciwieństwie do kilku Polaków, którzy w przeszłości odmawiali ścigania się w drużynie narodowej. Bo? Ważniejsze często okazywały się starty w rozgrywkach ligowych - barwy klubowe okazywały się ważniejsze od narodowych? A może pieniądze od prestiżu?
Pavlic jest też ... jednym z liderów leszczyńskiej Unii, która miała walczyć w Bydgoszczy. Załóżmy, że w niedzielnym meczu miałby z podobnego powodu nie wystąpić Emil Sajfutdinow. Czy wtedy także chcielibyście, aby mecz został rozegrany w pierwotnym terminie? Ileż było przecież lamentu w przeszłości, kiedy to Rosjanin startował w swoich narodowych rozgrywkach, opuszczając mecze naszej ekstraligi.
Polska to raj dla żużlowców, jednak nie jesteśmy żużlowym pępkiem świata. Świat jest ważniejszy, silniejszy od Polski i... prestiżowszy, na szczęście. Bo jeśli ranga turniejów, chociażby o mistrzostwo globu w gronie juniorów będzie mniej prestiżowa od mistrzostw w grodzie nad Wisłą żużel upadnie.
Na podsumowanie moich przemyśleń pozostawię tylko jedno zdanie - Taki jest regulamin, a udziałowcy spółki zarządzającej ekstraligą pod nim się podpisali i teraz nie powinni narzekać. A bydgoscy kibice niech przemienią się na moment na tych z Leszna i pomyślą, co byłoby gdyby...