

Zabrakło mu dziewięciu bramek, aby trafić do ekskluzywnego klubu stu zrzeszającego strzelców 100 goli w ekstraklasie. Zabrakło rozdziału między sportem i polityką, który pozwoliłby mu pokazać pełnię możliwości piłkarskich na arenie ogólnopolskiej, a możliwe, że i międzynarodowej. Wreszcie, zabrakło w pewnym okresie ludzi, którzy potrafiliby kultywować pamięć o wybitnym napastniku. O Marianie Norkowskim...

Norkowski miał niebywały instynkt strzelecki. "Znakomicie egzekwował karne, wolne, wiele bramek zdobywał celnymi strzałami głową, bo niemal zawsze znajdował się w miejscu, gdzie powinien być." - opisywał go w artykule "Marian bombardier" Zdzisław Sosnowski, nestor bydgoskich dziennikarzy sportowych. O tym, że nie można go było na chwilę zostawić bez opieki, świadczy sytuacja z jednego z pojedynków Polonii Bydgoszcz z Górnikiem Zabrze (1959 rok). Norkowski zagrał wówczas z kontuzją i przez niemal 90 minut statystował. W końcówce otrzymał jednak podanie, po którym zapewnił bydgoszczanom remis 2:2. Reprezentacyjny obrońca Stanisław Oślizło tylko raz zlekceważył rywala. Zapłacił za to wysoką cenę.
Początki - z Torunia do Bydgoszczy
Zanim w połowie 1952 roku 17-letni Norkowski trafił do Polonii (w latach 1949-1956 występującej pod szyldem Gwardii), przez kilka miesięcy przywdziewał barwy macierzystego Pomorzanina (Kolejarza). Już w swoim debiucie zdobył bramkę, a jego licznik w II-ligowcu z grodu Kopernika zatrzymał się na szesnastu trafieniach. Zwrócił tym uwagę działaczy bydgoskiego klubu, od których otrzymał propozycję "nie do odrzucenia". Właśnie skomplikowana sytuacja polityczna stała się dla niego w kolejnych latach kulą u nogi. Nogi, którą potrafił wprawiać w osłupienie bramkarzy i obrońców wszystkich czołowych zespołów w kraju.
W 1953 roku Gwardia wygrała rozgrywki II ligi i po raz pierwszy w historii zajęła miejsce wśród najlepszych. Już wtedy Norkowski dał się poznać jako snajper - jego dziełem było dziewiętnaście spośród 53 bramek zespołu. Debiutancki sezon w ekstraklasie nie był już tak okazały - tylko trzykrotnie wpisał się na listę strzelców, a gwardziści do ostatniej kolejki - ale z powodzeniem - walczyli o ligowy byt. Niemal wszystkie lata występów bydgoskich piłkarzy w najwyższej klasie rozgrywkowej naznaczyła obrona przed relegacją. Jedynie w 1960 roku poloniści uplasowali się na piątym miejscu, a "Mala" - z siedemnastoma golami - sięgnął po upragnioną koronę króla strzelców. Kilkanaście miesięcy później Polonia spadła do drugiej ligi. Na łono ekstraklasy już nigdy nie powróciła.
Dla bydgoskiego napastnika był to czytelny sygnał, że czas najwyższy sprawdzić się w nowym otoczeniu. Nieoficjalnie wiadomo, że wielokrotnie prosił on o zgodę na transfer. O utalentowanego gracza padały pytania między innymi z Krakowa oraz Warszawy. Właśnie w ekipie stołecznej Gwardii udało mu się zagrać jedyny raz, reprezentując klub spoza obecnego województwa kujawsko-pomorskiego.
Szczyt - w milicyjnym potrzasku
Należy jednak uściślić, że bliżej było w tym wypadku do międzynarodowego skandalu niż spektakularnego transferu. W sezonie 1955/1956 (Polska grała jeszcze systemem wiosna-jesień, z którego zrezygnowała dopiero w pierwszej połowie lat 60. - przyp. red.) odbyły się premierowe rozgrywki o Puchar Europy. Zanim jednak gracze madryckiego Realu rozpoczęli swoją pięcioletnią hegemonię na Starym Kontynencie, w pierwszej rundzie PE - w miejsce wycofanej Chelsea Londyn - zagrała właśnie wspomniana Gwardia.
Nominacja dla niej wydaje się niezrozumiała. Nie była ona nie tylko mistrzem kraju, ale nie stanęła nawet na podium rodzimych zmagań! Zakulisowe, partyjne ruchy zepchnęły na dalszy plan rywalizację sportową. Również w kontekście występów Mariana Norkowskiego.
20 września 1955 roku wystąpił w pierwszym pojedynku z Djurgardens IF, ówczesnym mistrzem Szwecji. Mecz zakończył się bezbramkowym remisem, ale gdy "Mala" chciał wrócić do Bydgoszczy, dowiedział się, że ten występ nie ma być jedynie epizodem. Został bowiem zatwierdzony do gry w Warszawie. Bydgoskie media, mając poparcie regionalnych władz, wszczęły awanturę, po której supersnajper powrócił do grodu nad Brdą. W rewanżowym meczu Gwardia uległa Skandynawom aż 1:4 i odpadła z dalszych zmagań o PE.
Mając w pamięci tamto wydarzenie, milicyjni działacze z Bydgoszczy już nigdy nie chcieli dopuścić do zbyt zaawansowanych działań względem zawodnika. "Dla mnie kluczowy jest rok 1961, gdy Polonia nie zdołała utrzymać się w I lidze. Z rozmów, które przeprowadziłem, wynika, że pan Marian był zmęczony występami w jej barwach. Pojawiła się wówczas okazja gry w Wiśle Kraków, notabene również klubie milicyjnym." - mówi Sławomir Wojciechowski, sympatyk Polonii, pasjonat sportu przygotowujący obecnie książkę "Zapomniane pokolenie. Polonia Bydgoszcz z lat 1920-1949". Norkowski wyjechał co prawda pod Wawel, ale szantaż ze strony bydgoskiej delegatury Służby Bezpieczeństwa spowodował, że do zmiany barw klubowych nie doszło. Mimo kolejnych propozycji (w połowie lat 60. padła ona ze strony... Polonii Sydney), do końca kariery w 1970 roku nie zmienił otoczenia.
Zmierzch - zapomnienie i odrodzenie
Po zawieszeniu butów na kołku, przez pół roku prowadził zespół seniorów Polonii, a później przez kilka lat grupy młodzieżowe. Nie odniósł jednak większych sukcesów. "Jako szkoleniowiec nie sprawdził się. Niewykluczone, że przyczyną był jego porywczy charakter." - zastanawia się Wojciechowski. Później pracował jeszcze jako zaopatrzeniowiec w klubie, ale ostatecznie został zwolniony. Nie krył rozgoryczenia tą decyzją. "Pan prezes Rutkiewicz (...) wraz z dyrektorem Matuszakiem wypowiedzieli mi umowę z powodu likwidacji stanowiska. Kilka dni później, dokładnie na moim miejscu, pracował już ktoś inny." - wspominał. Do tego doszedł pogarszający się stan zdrowia, operacje i zapomnienie. Nie osłodziło go nawet nadanie w 2000 roku Krzyża Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski. Zmarł 7 marca 2001 roku w wieku niespełna 66 lat.

Dopiero po kilku latach przywrócono pamięć o wspaniałym piłkarzu. W listopadzie 2008 roku Sławomir Wojciechowski skontaktował się z wdową po Marianie Norkowskim - Urszulą. Dała ona zielone światło do starań o upamiętnienie jej męża specjalną tablicą umieszczoną na trybunie głównej stadionu Polonii. Oficjalnego odsłonięcia dokonała w ósmą rocznicę śmierci. "Liczę, że dzięki tej tablicy będzie można - w wymiarze dydaktycznym i pedagogicznym - utrwalać wśród młodego pokolenia pamięć o wybitnym zawodniku, królu strzelców pierwszej ligi, reprezentancie Polski i olimpijczyku." - powiedział wówczas Wojciechowski. W czerwcu 2009 roku rada miasta Bydgoszczy ustanowiła pana Mariana patronem skweru przed obiektem przy ulicy Sportowej.
We wrześniu ubiegłego roku w Szkole Podstawowej numer 19 w Bydgoszczy odbył się I Międzyszkolny Turniej Piłki Nożnej im. Mariana Norkowskiego. W zawodach wzięły udział cztery ekipy, a najlepsza okazała się SP nr 4, wyprzedzając gospodarzy, a także SP nr 9 i 43. "W tym roku planujemy kolejną edycję. Czynimy starania, aby zawody rozegrać na obiektach Polonii." - kończy Wojciechowski.
Eryk Dominiczak
Współpraca: Sławomir Wojciechowski
"Piłkarskie kroniki" to autorski cykl artykułów, w których Miesięcznik Regionalny "Piłkarz" i portal Sportowa Bydgoszcz (www.sportowa.bydgoszcz.pl) przybliży swoim Czytelnikom historię piłki nożnej w regionie. W jego kolejnych odsłonach będziemy prezentowali kluby, postacie oraz wydarzenia istotne dla rozwoju piłkarstwa w województwie kujawsko-pomorskim (dawniej: bydgoskim, toruńskim, a także włocławskim). "Piłkarz" do współpracy zaprosił zasłużonego szkoleniowca - Stanisława Mątewskiego - który opatruje swoim komentarzem poszczególne historie, a także służy wiedzą przy ich tworzeniu.
Do współtworzenia cyklu zapraszamy wszystkie osoby, które chcą podzielić się informacjami związanymi z historią lokalnego futbolu. Zainteresowanych prosimy o wysłanie e-maila na adres: e.dominiczak@sportowabydgoszcz.pl.
W nadchodzącym miesiącu czekamy na informacje o Konradzie Kamińskim, szkoleniowcu Pomorzanina Toruń oraz Zawiszy Bydgoszcz. Na przełomie czerwca i lipca w czterech miastach regionu odbędzie się dziesiąty już turniej piłkarski jego imienia.