

W wywiadzie dla Sportowej Bydgoszczy trener beniaminka III ligi Chemika Bydgoszcz Włodzimierz Korecki opowiada nam o swoim spojrzeniu na ligę, letni okres przygotowawczy, transfery, a także zalety i wady swojej drużyny.
- Tym milczeniem przygotowaliście sobie dobry grunt do walki o trzecią ligę w minionym sezonie?
- Trudno to jednoznacznie określić. Szczerze mówiąc, nigdy nie rozpatrywałem tego w takich kategoriach. Najważniejszy był dla mnie mój zespół. Nie oglądałem się na innych. Wniosek jest taki, że zagraliśmy dużo lepiej jesienią niż wiosną. Mimo że runda rewanżowa zaczęła się od dwóch zwycięstw, to po przerwie w rozgrywkach spowodowanej katastrofą smoleńską coś się załamało. Nie byłem zadowolony z naszej postawy w tym roku. Udawało się jednak wygrywać, a to w końcowym rozrachunku zawsze okazuje się najważniejsze.
- Zaledwie kilka tygodni po awansie pojawiają się głosy, że szybko opuścicie III ligę. I nie mówię o awansie do drugiej...
- Mam przeczucie, że część rywali nie będzie nas traktować poważnie. Tym bardziej że dysponujemy bardzo młodym zespołem, którego średnia wieku chyba się jeszcze obniżyła w stosunku do minionych rozgrywek. Może nie jest to zbyt dobrze powiedziane, ale czasami możemy zetknąć się z taką lekceważącą postawą. My skupiamy się na sobie i na utrzymaniu w gronie III-ligowców. Chcemy jak najszybciej zapisać na swoim koncie liczbę punktów gwarantującą spokój i możliwość swobodniejszego ogrywania się chłopaków w lidze.
- Jakie wnioski należy wyciągnąć z sezonu 2008/2009, gdy spadaliście do IV ligi, aby nie przeżyć sportowego deja vu?
- Nie należy się silić na coś odkrywczego. Trzeba inkasować kolejne punkty od samego startu ligi, aby nie mieć zachwianego poczucia własnych umiejętności. Oczywiste jest, że kolejne porażki zaszczepiają wątpliwości w szeregi całego zespołu. Szczególnie młodego. Wówczas każdy kolejny błąd może drogo kosztować. Chcemy tego za wszelką cenę uniknąć.
- Zwłaszcza, że runda wiosenna jest uznawana za tę trudniejszą część rozgrywek.
- Pierwsza połowa sezonu pozwoli na wyklarowanie układu sił. Z kolei rewanże będą go systematycznie weryfikowały.
- Co podpowiada potencjał poszczególnych drużyn?
- Jednym z faworytów będzie z pewnością Lech Rypin. Do tego należy doliczyć Nordenię Dopiewo, która choć jest beniaminkiem, posiada dobre zaplecze finansowe i powinna liczyć się w czołówce. Trzecią siłą powinna być Calisia Kalisz.
- Z kim z kolei przewiduje pan bezpośrednią walkę o utrzymanie?
- To jest trudniejsze pytanie. Wątpię, że którakolwiek z drużyn posiada tak młodą kadrę jak my. Wiem, że z problemami organizacyjnymi zmaga się Mieszko Gniezno. Niełatwy sezon czeka także Victorię Koronowo. W gruncie rzeczy niełatwo wyrokować. Zwłaszcza, że nie chcę nikogo obrazić swoimi ocenami.
- Czy podczas zaledwie miesięcznych przygotowań zespołowi udało się zrealizować wszystkie przedsezonowe plany?
- Z przygotowań jestem zadowolony, bo w grze widziałem postęp. Wśród wszystkich graczy jest też bardzo duża mobilizacja do występów na trzecioligowych boiskach. Pod tym względem mogę być optymistą.
- Pesymistą po kolejnych zmianach w składzie, wliczając w to odejście do Arki Gdynia Damiana Rysiewskiego?
- Zawsze kieruję się zasadą, że nie ma ludzi niezastąpionych. Tak jak ja objąłem funkcję trenera po Piotrze Gruszce, tak za jakiś czas ktoś może zmienić mnie. Podobnie jest z zawodnikami. Tutaj wszystko jest bardzo dynamiczne. Damian Rysiewski musiał odejść, aby dalej się rozwijać. Potrzebował dwa lata, żeby stać się liderem zespołu, a jest rówieśnikiem piłkarzy, których mam obecnie do dyspozycji. W nich drzemie spory potencjał. Trzeba go odpowiednio wykorzystać, a nowa wiodąca postać pojawi się na horyzoncie sama. Nie chcę wymieniać nazwisk i analizować, kto ma największe szanse na to. Odpowiedź przyniosą rozgrywki ligowe.
- Kolejny raz trwają poszukiwania na pozycji bramkarza...
- Łukasz Zapała, którego udało się wypożyczyć wiosną i który zapewnił wysoką jakość gry, wrócił do Zawiszy. W tym momencie (rozmowa przeprowadzona 31 lipca - dod. red.) mamy wybór pomiędzy Arielem Stysiakiem oraz Jakubem Pokorskim. Pozyskanie tego pierwszego spowoduje, że zrezygnujemy z zawiszanina. W kadrze znajduje się też Marcin Niwiński, który wrócił, podjął rękawicę i chce walczyć o miejsce w składzie.
- Pojawiły się również informacje o innych graczach przymierzanych na tę pozycję - Filipie Chrzanowskim z Mieszka oraz Rafale Kulaku z Górnika Konin.
- Odebrałem telefony od nich, ale byliby oni brani pod uwagę, gdyby nie udało się pozyskać nikogo z najbliższych rejonów. Kulak chciał otrzymać w Bydgoszczy pokój i pomoc w znalezieniu pracy. Jednak nasza aktualna sytuacja jest trudna i nie ukrywam, że szukamy oszczędności. Dlatego zależało nam na zawodnikach miejscowych.
- Zaległości wobec graczy to nadal temat aktualny?
- Zdecydowaną większość uda się uregulować jeszcze przed startem sezonu. Wyjdziemy na prostą i zaczniemy pisać nowy rozdział. Prezesem sekcji został wybrany Michał Sztybel (pełni także funkcję radnego Bydgoszczy - dod. red.) i można zauważyć, na razie w drobnych sprawach, poprawę. Widzą to także chłopacy, co powinno pozytywnie wpłynąć na ich morale.
- Jest też większa sprawa - budowa boiska ze sztuczną nawierzchnią, która powinna zakończyć się we wrześniu.
- To bardzo dobra informacja dla wszystkich trenujących, bo - szczególnie zimą - nie będziemy zmuszeni ograniczać się do hali i incydentalnego wynajmowania innych boisk. Wiadomo, że zbyt duże obciążenia na nawierzchni sztucznej mają wpływ na piłkarzy, ale bilans tej inwestycji z pewnością będzie dodatni.
- Ujemny jest z kolei sparingowy bilans Chemika... (Zawisza Bydgoszcz 1:4, Polonia Bydgoszcz 0:2, Leśnik Margonin 0:5, MKS Kutno 2:1, Unia Wąbrzeźno 3:0 - red.)
- Porażki są zawsze sygnałem alarmowym. Można mówić, że wyniki meczów towarzyskich nie są najważniejsze. Jednak trzeba uzależnić to od etapu przygotowań. Na ich początku można doszukiwać się w zawodnikach zmęczenia treningami siłowymi. Później jednak przegrane mają przełożenie na pewność w meczach ligowych. Gdy wygrywam, od razu przestawiam się na myślenie o kolejnym rywalu. Gdy przegrywam, dwa dni rozgrywam w głowie mecz, szukam luk i wniosków.
- Szczególnie bolesne musiały być po przegranym 0:5 spotkaniu z Leśnikiem Margonin.
- Po tym meczu byłem na chłopaków autentycznie zły, bo nie tworzyli kolektywu. W szatni próbowałem przemówić do nich i pokazać, że teraz musi być lepiej. W wygranym 2:1 pojedynku z MKS-em Kutno od razu dostrzegłem różnicę. W ostatnim sparingu z Unią Wąbrzeźno (3:0 - red.) zagraliśmy dobrą pierwszą połowę, a w drugiej seryjnie marnowaliśmy doskonałe okazje. Młody zespół rządzi się swoimi prawami.
- Mogą być one dla niego atutem i wadą zarazem?
- Istnieje takie prawdopodobieństwo. Z jednej strony młodzi gracze podchodzą do rywali bez presji i kompleksów. Z drugiej - po serii porażek te kompleksy pojawiają się, spada poczucie własnej wartości. Dlatego bezcenne jest każde zwycięstwo, każda minuta na boisku, która oswaja ich z realiami, w przypadku Chemika - trzeciej ligi.
- Stabilizację zapewniliby starsi gracze, którzy już na podobnym szczeblu występowali.
- Z tego powodu poprosiłem o wsparcie Michała Szeremeta, który ma doświadczenie z ekstraklasy, gdy grał w Świcie Nowy Dwór Mazowiecki. Powinien być dla młodzieży wsparciem na boisku oraz w szatni. Była możliwość pozyskania Adama Kardasza, ale ostatecznie Victoria Koronowo przystała na jego warunki i pozostał w tym zespole. Nie udało mi się z kolei namówić do gry Andrzeja Retlewskiego, który ostatecznie będzie pełnił funkcję trenera bramkarzy.
rozmawiał Eryk Dominiczak