SPORTOWA BYDGOSZCZ - informacje o sporcie w mieście nad Brdą i nie tylko...
...BO KOCHAMY SPORT
SPEEDWAY EKSTRALIGA > news > tabela > terminarz  ELITE LEAGUE > news > tabela  ELITSERIEN > news > tabela > terminarz
INNE LIGI ZAGRANICZNE > news  GRAND PRIX > news > klasyfikacja > terminarz  INNE WYDARZENIA > news
PLUSLIGA KOBIET > news > tabela > terminarz  PLUSLIGA > news > tabela > terminarz  II LIGA KOBIET (GRUPA 1) > news > tabela > terminarz
II LIGA MĘŻCZYZN (GRUPA 1)
> news > tabela > terminarz ME KOBIET > news  INNE WYDARZENIA > news
II LIGA (GR. ZACH.) > news > tabela > terminarz  IV LIGA (GR. KUJ.-POM.) > news > tabela > terminarz  KLASA OKRĘGOWA (GRUPA 1) > news > tabela > terminarz  I LIGA KOBIET (GR. PÓŁNOCNA) > news > tabela > terminarz  INNE WYDARZENIA > news
FORD GERMAZ EKSTRAKLASA > news > tabela > terminarz  II LIGA MĘŻCZYZN (GRUPA A) > news > tabela > terminarz  INNE WYDARZENIA > news
LEKKOATLETYKA > news  SPEEDROWER > news > tabela > terminarz  BASEBALL > news > tabela > terminarz  PIŁKA RĘCZNA > news > tabela > terminarz
SPORTY WODNE > news  SPORTY SIŁOWE > news  INNE DYSCYPLINY > news
> WYWIADY      >  KOMENTARZE      >  FELIETONY      >  REPORTAŻE      >  FOTOREPORTAŻE

Krzysztof Wodziński: Zawsze walczyć do końca

Pracy w klubie z ulicy Słowiańskiej podjął się rok temu, najpierw jako wiceprezes ds. marketingu, a następnie prezes zarządu. Przez ten czas przyczynił się do pozyskania wielu sponsorów i wprowadził nową jakość w zarządzaniu klubem. Z szefem KKP Golden Goal Bydgoszcz Krzysztofem Wodzińskim rozmawiamy przede wszystkim o finansach, ale również o celach na nadchodzący sezon, realiach kobiecego futbolu w Polsce i osobistych refleksjach po dwunastu miesiącach pracy z bydgoskimi piłkarkami.

- Panie prezesie, na konferencji prasowej podsumowującej miniony sezon, mówił pan o celu na nadchodzące rozgrywki. Stwierdził pan wówczas stanowczo, że będzie to awans do ekstraligi. Podtrzymuje pan tę deklarację?

- Oczywiście, że podtrzymuję. W tej kwestii nic się nie zmieniło, chociaż o realizację założonego celu będzie znacznie trudniej, niż zakładaliśmy. Chodzi przede wszystkim o pieniądze. Liczyliśmy na dotację z miasta przynajmniej na takim samym poziomie, jaką otrzymaliśmy na pierwsze półrocze. Niestety, była ona dużo niższa. Nie wiemy co dalej, chociaż mamy obietnicę otrzymania jakichś pieniędzy z funduszu promocji miasta. Ale szczerze mówiąc, nie wiem jak to traktować, ponieważ obecnie mam do włodarzy miasta zaufanie lekko ograniczone. Spróbujemy jednak zrobić wszystko, aby ten awans uzyskać. Przeprowadziliśmy lekkie wzmocnienia, a poza bramkarką Agnieszką Gizler nie straciliśmy żadnej zawodniczki. Możemy być dobrej myśli.

  - Skoro już wywołał pan temat transferów, udało wam się pozyskać trzy zawodniczki. Plany były jednak znacznie ambitniejsze.


- W głównym stopniu zweryfikowały je finanse. W zasadzie byłaby nam potrzebna jeszcze jedna zawodniczka do środka pola i mamy taką piłkarkę na oku. Jest to ponad dwudziestokrotna reprezentantka Polski U-17. Można ją pozyskać za naprawdę rozsądne pieniądze. Chciałbym także zaznaczyć, że w naszej polityce transferowej kierujemy się tym, by pozyskiwane przez nas piłkarki były młode i takie, które będą się pod okiem naszych szkoleniowców rozwijały. Staramy się również sprowadzać zawodniczki z Bydgoszczy lub z najbliższych okolic naszego miasta. W tym kierunku idziemy.

- Czy piłkarki sprowadzone latem, a więc Anna Palińska, Dorota Krychowiak i Agata Kutnik są pana zdaniem wzmocnieniami, czy stanowić będą jedynie uzupełnienie składu?


  - Na dzień dzisiejszy są to dziewczyny, które mogą wchodzić z ławki i dzięki którym na pewno znacznie wzrosła rywalizacja w zespole. Widać to już w tej chwili, bowiem są to piłkarki, które mogą grać równie dobrze jak niektóre z dziewczyn występujących do tej pory w pierwszej jedenastce. Każdą z nich mogą w dowolnej chwili zastąpić. Myślę, że potrzebują jeszcze trochę czasu, ale jestem przekonany, że już w przyszłym roku będą bardzo silnymi punktami drużyny. Jednocześnie sądzę, że pomogą zespołowi już w rundzie jesiennej. Z tego, co widzę, dziewczyny zostały przez drużynę bardzo dobrze przyjęte i fajnie się do niej wprowadziły. W naszym klubie nie ma czegoś takiego, jak podziały na starsze - młodsze, nowe - stare. Nie ma podziałów na grupy i podgrupki. Tutaj nie ma znaczenia, czy dziewczyna ma piętnaście, siedemnaście, czy dwadzieścia dwa lata. Wszystkie traktują się tak samo – jak koleżanki.

- Trener Sławomir Malicki po spotkaniu towarzyskim z wicemistrzem Polski Medykiem Konin (1:5) wspominał o chęci uczenia się od najlepszych. Czy pan jako sternik klubu, budując klub od strony organizacyjnej również stara się podpatrywać potentatów polskiego futbolu kobiecego jak wspomniany Medyk czy Unia Racibórz?


- Z Unią nie mam większego kontaktu, natomiast z Medykiem jakiś tam kontakt utrzymujemy (na przykład przy finalizacji wypożyczenia Agnieszki Gizler – dop. mac). Na razie korzystam przede wszystkim z Internetu. Staram się podpatrywać, jak kluby rozwiązują różne sytuacje, jak się organizują. Jest to oczywiście wstęp do pełniejszego działania.

My również powoli się rozwijamy, jednak tak jak wspominałem – największym problemem jest pozyskiwanie środków na działalność klubu. Jeśli chodzi o stronę organizacyjną, to wydaje mi się, że nasz klub regularnie zmierza w górę. Kiedy przychodziłem do klubu (jesienią 2009 roku – dop. mac) w klubie było ok. 17 zawodniczek. Od tego czasu wszystko się zmieniło, tego już nie ma. W tej chwili mamy 40 piłkarek, które będą uczestniczyły w rozgrywkach pierwszej i trzeciej ligi. W dalszym ciągu jesteśmy jednak zmuszeni do oszczędności. Jako przykład mogę podać, że ze względu na finanse jeździmy na sparingi własnymi samochodami, zwracając jedynie dziewczynom pieniądze za benzynę.

- Działa pan w kobiecej piłce stosunkowo krótko, jednak zdążył pan dobrze poznać jej realia. Czego, pana zdaniem, najbardziej brakuje futbolowi w żeńskim wydaniu w kraju nad Wisłą? Czuję, że znowu pojawi się temat pieniędzy.

- Dobrze pan czuje. Punkt pierwszy – brakuje pieniędzy, punkt drugi – brakuje pieniędzy, punkt trzeci – brakuje pieniędzy. Zaznaczmy jednak, że nie mówię tutaj o wielkich pieniądzach. Powiem wprost: mnie na utrzymanie naszego klubu, zaznaczam słowo „klubu”, starczyłyby dwie roczne pensje zawodnika klubu drugoligowego z Bydgoszczy. Przy trzech pensjach skakałbym z radości, bo moglibyśmy w ciągu dwóch-trzech lat walczyć o najwyższe cele w Polsce.

- Pewnych rzeczy nie da się jednak przeskoczyć. Dysproporcje pomiędzy futbolem żeńskim a męskim są wręcz gigantyczne.

- Oczywiście. Wiadomo przecież, że wszyscy są przyzwyczajeni do piłki męskiej. Zwróćmy jednak uwagę na inną rzecz. Czy ktoś słyszał o kolarstwie górskim kobiet przed sukcesem olimpijskim Mai Włoszczowskiej? Do popularyzacji każdej dyscypliny sportu potrzeba wyników. Reprezentacja Polski kobiet szansę na takie wyniki ma, biało-czerwone są bliskie gry na Mistrzostwach Świata. Przepraszam bardzo, ale nie przypominam sobie, by nasza męska reprezentacja grała na ostatnim mundialu.

Chciałbym także powiedzieć, jaka jest przewaga piłki kobiecej nad męską. A taka przewaga istnieje. Jest nią fakt, że w polskich klubach żeńskich organizatorami, broń Boże nie używam słowa działacz, są ludzie z pasją, którzy naprawdę chcą coś zrobić. Z kolei w piłce męskiej… (chwila zastanowienia). Może nie będę tutaj przedstawiał swojego zdania, bo jest ono bardzo negatywne.

Krzysztof Wodziński jest częstym gościem bydgoskiego ratusza. Tutaj podczas marcowego spotkania z prezydentem  Konstatntym Dombrowiczem. / Fot. Mateusz Bosiacki 

- Przy wszystkich mankamentach, które towarzyszą panu w pracy w KKP, są również powody do zadowolenia. Przede wszystkim cieszyć powinno zwiększające się zainteresowanie futbolem wśród młodych dziewcząt, co doskonale odzwierciedla liczba zawodniczek, które zgłosiły się w ostatnim czasie do klubu.

- Zgadza się. Zgłosiło się do nas dużo młodych dziewcząt i w dalszym ciągu zgłaszają się nowe. Z jednej strony bardzo się cieszę, a z drugiej reszta włosów wypada mi z głowy. Wracamy bowiem do punktu wyjścia, który nazywa się „pieniądze”. Ażeby bowiem wyszkolić taką liczbę dziewczyn potrzeba odpowiednich środków. Po raz kolejny podkreślam, że nie chodzi tutaj o wielkie kwoty. Koszt całorocznego utrzymania trzecioligowej drużyny rezerw oscyluje w granicach dziesięciu tysięcy złotych. Byłaby to kwota, z której osiągnięcia bylibyśmy bardzo zadowoleni. Budżet drużyny pierwszoligowej powinien z kolei wynosić w granicach 120-130 tysięcy złotych. Nie byłby to co prawda jakiś super budżet, ale mając takie środki nasza sytuacja byłaby bardzo dobra. Nie martwilibyśmy się o wiele rzeczy, a skupili wyłącznie na szkoleniu.

- Cofnijmy się o kilka miesięcy. KKP Golden Goal jako beniaminek I ligi w imponującym stylu gwarantuje sobie zajęcie miejsca nagradzanego walką o Ekstraligę. Co, pana zdaniem, było głównym czynnikiem decydującym o tym, iż nie udało się przebrnąć zwycięsko barażowej rywalizacji?

  - Moim zdaniem przeszkodziła nam zbyt krótka ławka rezerwowych. Wystarczyło, że któraś z zawodniczek podstawowego składu była kontuzjowana czy też nie mogła zagrać z innych powodów i od razu odbijało się to na grze całej drużyny. Poza Magdą Siekierską nie było takiej piłkarki, która weszłaby na boisko i potrafiła zmienić obraz gry. Gdy w jednym ze spotkań barażowych nie w pełni zdrowia była Karolina Pancek nasza siła uderzeniowa automatycznie zmalała o pięćdziesiąt procent. Baraże przegraliśmy minimalnie i po bardzo zaciętej walce. Serce chciało awansować do ekstraligi, a rozum podpowiadał zupełnie co innego. Jakbyśmy bowiem wyglądali mówiąc po awansie, że się wycofujemy, bo nas na to nie stać? A prawdopodobnie właśnie tak by było.

- Awans na najwyższy szczebel rozgrywkowy mógłby jednak oznaczać większe zainteresowanie ze strony sponsorów.

  - Być może tak by było, sponsorzy mogliby się znaleźć. Muszę podkreślić, że tracimy naprawdę dużo energii na poszukiwania darczyńców.

- Sezon coraz bliżej, czy zatem negocjacje z potencjalnymi sponsorami wkraczają już w decydującą fazę?

  - W tej chwili prowadzimy rozmowy z dwoma firmami. Przyznam, że podchodzę do nich z dużą ostrożnością. Z jednym z tych sponsorów spotykam się już kolejny raz i wydaje się, że jest szansa, by został on naszym sponsorem tytularnym. Myślę, że wkrótce sprawa się rozstrzygnie. Gdyby wszystko skończyło się dla nas pozytywnie, to praktycznie natychmiast wzmocnilibyśmy się jeszcze jedną zawodniczką. Bardzo zależy nam na tej dziewczynie, a ona również chce do nas przyjść. Jednak stanie się tak wyłącznie w sytuacji, gdy będziemy mogli sobie na to pozwolić. Nasza zasada jest prosta: nie wydawać więcej aniżeli możemy. Jak już wspominałem w jednym z wywiadów, nie wyobrażam sobie pójść do władz miasta i powiedzieć: „Słuchajcie, awansowaliśmy do wyższej klasy rozgrywkowej, ale jesteśmy zadłużeni i potrzebujemy pieniędzy na spłatę długów.”

- Nie jest jednak tajemnicą, że takie sytuacje się zdarzają.

- Nie wiem. Nie chcę o tym mówić, bo nie chcę nikomu odbierać pieniędzy. Mnie interesuje mój klub. Moim zdaniem polityka przyznawania dotacji powinna się odbywać w jasny, prosty i czytelny sposób: na drużyny występujące w takiej i takiej lidze, dajemy tyle i tyle pieniędzy. Jasno i precyzyjnie.

- Tak, jak zacząłem naszą rozmowę, tak zakończę ją cytując Pańską wypowiedź z posezonowego spotkania z dziennikarzami. Mówił pan wówczas: „Naszym osobnym sukcesem jest to, że udało się zmienić mentalność części zawodniczek.”. Niech pan wyjaśni na czym polegała ta metamorfoza i jak udało się ją przeprowadzić.

  - Przyglądając się tym dziewczynom, nie trudno było zauważyć, że na każdy mecz wychodzą wystraszone. A kiedy przyszło im mierzyć się z teoretycznie silniejszym rywalem, to dopiero była tragedia.Ja nigdy nie grałem zawodowo w piłkę, ale razem z grupą znajomych bawiliśmy się w piłkę halową. W tym czasie przeciwko nam grali między innymi byli zawodnicy pierwszoligowego Zawiszy Bydgoszcz! Dostawaliśmy od nich niemiłosierne baty, ale nie powodowało to u nas uczucia strachu czy zniechęcenia. Byliśmy bardzo wściekli i w kolejnych meczach koniecznie chcieliśmy z nimi wygrać. I po kilku latach do tego doprowadziliśmy – pokonaliśmy ich. Podobną postawę starałem się zaszczepić naszym dziewczynom. Wpajaliśmy im, że należy walczyć w każdym meczu do ostatniej sekundy. Przeprowadziłem z zawodniczkami wiele rozmów, wielokrotnie lekko im docinałem, co oczywiście spotykało się z ich wściekłością (śmiech). Mentalność dziewczyn zmienialiśmy również poprzez grę z silniejszymi przeciwnikami. Głównie z drużynami męskimi, gdzie wiedzieliśmy, że rywal jest zdecydowanie silniejszy fizycznie i ciężko będzie o zwycięstwo. Dziewczyny nie były specjalnie zadowolone z takiego doboru rywali, jednak te gry zaprocentowały. Niedawno wygraliśmy pierwszy w historii mecz z mężczyznami (z juniorami LKS-u Dąbrowa Chełmińska – dop mac). Dziewczyny grały do upadłego, walczyły jak równy z równym, a w pierwszej połowie nawet przeważały na boisku. W przeciwieństwie do tego co było kiedyś, dziewczyny grając z mocnym rywalem czują, że mogą coś zrobić, sprawić niespodziankę. Kiedyś przed meczem ubikacja w szatni była niemal cały czas zajęta. W tej chwili nie ma czegoś takiego jak strach przed przeciwnikiem. To przeciwnik ma się bać nas. Z każdym oponentem mamy grać do upadłego niezależnie od jego klasy. Nie wolno lekceważyć słabszego rywala, bo może on mieć lepszy dzień, ale też nie można bać się przeciwnika teoretycznie lepszego, gdyż on akurat może być w gorszej dyspozycji. Ważne, by grać do końca... I wygrać!
 

ROZMAWIAŁ MACIEJ PIETRZYK
 


Komentarze i opinie są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami czytelników i nie odzwierciedlają w żaden sposób punktu widzenia redakcji i wydawcy portalu SportowaBydgoszcz.pl Tym samym redakcja i wydawca nie ponoszą odpowiedzialności za treść zamieszczanych opinii i komentarzy.

Czytelnikom portalu SportowaBydgoszcz.pl zabania się publikowania treści sprzecznych z prawem, treści zawierających wulgaryzmy, czy też słów powszechnie uważanych za obelżywe. Niedopuszczalne jest także umieszczanie odnośników do innych stron, treści zawierających przekazy reklamowe, danych osobowych lub teleadresowych łącznie z adresami e-mail.

Redakcja SportowejBydgoszczy zastrzega sobie prawo do usuwania treści o których mowa powyżej.



2005 - 2012 © Sportowa Bydgoszcz :: created by houres.net ::