
W kończącym się już sezonie zespół prowadzony przez Zdzisława Ruteckiego notował wiele wzlotów i upadków. Potrafił zremisować na własnym torze z Włókniarzem Częstochowa, by dwa dni później wygrać wyjazdowy mecz z Adrianą Toruń. Poniżej prezentujemy państwu dość obfity skrót tego, jak radzili sobie zawodnicy bydgoskiej Polonii w rozgrywkach ligowych w roku 2006.
Już na początku grudnia było wiadomo w jakim zestawieniu wystąpi bydgoska Polonia w nadchodzącym sezonie. Zarząd zdecydował, że drużynę zasili jedynie Robert Kościecha, a ustalanie składu było zależne od przepisów jakie wówczas obowiązywały – w meczu ligowym mógł wystąpić tylko jeden zawodnik, który nie posiadał polskiego paszportu. Niestety kilka tygodni później stało się to, o czym w Bydgoszczy, a nawet w całej Polsce zbytnio nie myślano – został otwarty rynek dla zawodników zagranicznych. Oczywiście skorzystały na tym zespoły, które wstrzymały się z kontraktowaniem zawodników m.in.: Włókniarz Częstochowa, Atlas Wrocław, czy chociażby Adriana Toruń. Bydgoszczanie już z praktycznie ustalonym składem, budżetem mogli sobie jedynie pomarzyć o zawodnikach z górnej półki.
To jakim zaufaniem bydgoscy działacze darzą Andreasa Jonssona można było zauważyć na początku lutego. Szwed wiedząc o otwarciu rynku dla zawodników zagranicznych sam wyszedł z propozycją zakontraktowania młodego, mało znanego Rosjanina Emila Sajfutdinowa. Oczywiście zarząd przystał na propozycję „Adrenaliny” i postanowił ściągnąć tego zawodnika nad Brdę. Po pierwszych treningach można było zaobserwować, że jest to talent, lecz wtedy nikt nie przypuszczał, że ten 16-latek będzie podstawowym zawodnikiem bydgoskiego team’u.

Bydgoszczanie rozstrzygnęli na swoją korzyść wszystkie przedsezonowe sparingi, a w meczu o punkty jako pierwszy ich formę zweryfikować miał Atlas Wrocław. Niestety na „dzień dobry” Poloniści przegrali 53-37, jednak wtedy jeszcze nikt nie wiedział, że drużyna prowadzona przez Marka Cieślaka niespełna pół roku później będzie odbierała złote medale Drużynowych Mistrzostw Polski.
17 kwietnia w Poniedziałek Wielkanocny na stadion przy ulicy Sportowej zawitała ekipa leszczyńskich „Byków”. Poloniści chcąc podtrzymać tradycję zafundowali srogie lanie ekipie prowadzonej przez Zbigniewa Jądera. I jeśli porównywać to nie użyli do tego butelki, nawet wiadra, a raczej armatkę wodną, gdyż zwyciężyli gości aż 60-30.
Gdy wydawało się, że wszystko jest w najlepszym porządku przyszła chyba najboleśniejsza porażka w tym sezonie, a mianowicie 23 kwietnia bydgoszczanie ulegli na własnym torze tarnowskiej Unii 44-46. Na pewno do przegranej przyczyniła się kontuzja Andreasa Jonssona, który w połowie zawodów został odwieziony do szpitala z podejrzeniem pęknięcia jednej z kości śródstopia. Diagnozy okazały się trafne i Szwed musiał odłożyć starty przynajmniej na 10 dni.
Bydgoszczanie do Rybnika pojechali w krajowym składzie. Po bardzo zaciętym meczu ostatecznie to zespół Zdzisława Ruteckiego wywiózł ze Śląska 2 punkty. Duży wkład w tamto zwycięstwo miała trójka: Piotr Protasiewicz, Robert Kościecha oraz Krystian Klecha, którzy zdobyli łącznie 38 punktów. Przypomnę, że podczas tego meczu doszło do jednej z najbardziej kuriozalnych sytuacji w sezonie 2006. Kierownictwo gospodarzy zgłosiło zastrzeżenie, co do trzeźwości kapitana bydgoszczan – Piotra Protasiewicza. Oczywiście wynik badania przeprowadzonego przez sędziego zawodów był negatywny, a cała sytuacja dostarczyła dużo śmiechu całej żużlowej Polsce.
Po raz pierwszy stadion przy ulicy Sportowej szczelnie zapełnił się 3 maja. I nie ma się tu co dziwić, bowiem do Bydgoszczy zawitała ekipa Jana Ząbika – Adriana Toruń. Niestety w samym meczu emocji było jak na lekarstwo, zawodnicy od startu do mety jechali gęsiego, a pomyślne ataki można było policzyć na palcach jednej ręki. Przyczyna takiego stanu rzeczy był zły stan toru, który na kilkadziesiąt minut przed rozpoczęciem zawodów przyjął sporą ilość wody. Na szczęście to bydgoszczanie lepiej sobie poradzili w takich warunkach i pokonali rywali „zza miedzy” 54-36.
Tydzień później zespół prowadzony przez Zdzisława Ruteckiego wybrał się pod Jasną Górę. Niestety Poloniści nie byli w stanie powtórzyć wyniku z roku 2005 i przegrali w Częstochowie osiemnastoma punktami. Zawiedli praktycznie wszyscy od Andreasa Jonssona zaczynając, na juniorach kończąc. Jedynym pozytywnym aspektem była postawa Roberta Sawiny, zdobywcy 15 punktów, lecz jak się później okazało, był to ostatni tak dobry występ wychowanka Apatora Toruń w tym sezonie.

21 maja aura znów nie oszczędziła żużlowców. Tym razem rozpadało się tuż przed rozpoczęciem spotkania z beniaminkiem – Marmą Polskie Folie Rzeszów. Chociaż bydgoszczanie w pewnym momencie mieli już nawet 13 punktów przewagi, to doskonała jazda Nickiego Pedersena, Rune Holty oraz kuriozalne błędy sędziego sprawiły, że różnica po 15 biegu wyniosła jedynie 5 „oczek”. Mając przed sobą widmo rewanżu na trudnym rzeszowskim torze, dwa duże punkty z pewnością zbytnio nie ucieszyły kibiców bydgoskiej Polonii.
Niestety obawy fanów „Czerwono-Białych” potwierdziły się i w rewanżu nie dość, że Polonia uległa drużynie prowadzonej przez Janusza Stachyrę, to na domiar złego punkt bonusowy też przepadł. Po tym spotkaniu mogło się wydawać, że limit pecha na ten sezon został już wyczerpany...otóż nie.
IX kolejka to ponowna strata punktów na własnym torze. Tym razem bydgoszczanie nie byli w stanie rozstrzygnąć na swoja korzyść meczu z częstochowskimi „Lwami”. Chociaż prowadzili praktycznie przez całe spotkanie, to po ostatnim biegu na tablicy świetlnej można było zobaczyć rezultat 45-45. Stało się tak, gdyż para bydgoskiej Polonii podwójnie przegrała XV bieg, co niestety w tym sezonie powoli stawało się już regułą.

Aby przedłużyć swoje szanse na awans do fazy play-off, 2 dni później ekipa Zdzisława Ruteckiego musiała wygrać, a przynajmniej zremisować w meczu z odwiecznym rywalem – Adrianą Toruń. Jak się okazało bydgoszczanie „wybrali” pierwszą opcję, a bohaterem spotkania, które zakończyło się jednopunktową wygraną gości okrzyknięto młodziutkiego Rosjanina Emil Sajfutdinowa, zdobywcę 10 „oczek”.
Po łatwej wygranej z rybnickim RKM-em przyszedł czas na wyjazdowy pojedynek z Unią Tarnów. Chociaż po V biegach poloniści prowadzili już ośmioma punktami, to jednak nie udało się utrzymać przewagi i ulegli oni gospodarzom 47-43. Wtedy to znakomity występ zanotował Piotr Protasiewicz, który w sześciu startach uzbierał aż 17 „oczek”.
Do końca rundy zasadniczej pozostały jeszcze dwa spotkania, a zwycięstwo w jednym dawało awans do najlepszej czwórki. Chociaż 14 lipca Polonia uległa w Lesznie miejscowej Unii, to dwa tygodnie później wygraną na własnym torze z Atlasem Wrocław zapewniła sobie miejsce w fazie finałowej rozgrywek o DMP.
Runda play-off nie była już tak emocjonująca, jak faza zasadnicza. Chociaż na początku bydgoszczanie znajdowali się na czwartym miejscu, to skrzętnie wykorzystali kłopoty Unii Tarnów i wskoczyli na najniższy stopień podium. Oczywiście mieli jeszcze szansę na srebrny medal, jednak porażka na własnym torze z Atlasem Wrocław, a także słaba postawa na wyjazdach nie pozwoliła na powtórzenie wyniku sprzed roku.
Remigiusz Skwarek